Pirogovi Park
„Zakaz picia alkoholu”, „zakaz grillowania”, „nie deptać trawnika”, czy innne zabawne regulaminy – to polskie parki. Jak sprawy się mają w Tartu w Estonii? Jest taki park nazwany na cześć niejakiego Mikołaja Iwanowicza Pirogowa, gdzie spożycie alkoholu zostało zalegalizowane. Trawa rośnie dalej, wszyscy są szczęśliwi.
Alkohol? Publicznie? Legalnie?
Tak! Uściślając. Wypijemy tutaj piwko czy ciderka, ale mocniejsze alkohole nie wchodzą w grę. Także czasowo limitowana jest ta wolność. Park jest otwarty dla miłośników piwa od połowy marca do połowy października. Tutaj pełne zrozumienie – śnieg leży długo i jest go dużo w Estonii. I temperatury – jak w Egipcie, ale z minusem przed numerkiem.
Pięknie, prawda?
Butelkowa mafia
Najzabawniejsze w tej całej historii jest to, że ci którzy zdecydowali się „skropić” to miejsce piwem mają park tuż pod oknem. Być może sam park nie należy do najpiękniejszych – trawka, drzewka, ławeczki, ale otocznie jest zacne. Na północ, przy ulicy Ülikooli (Uniwersyteckiej) stoi piękny barokowy ratusz, od zachodu ulica Lossi z budynkami uniwersyteckimi. Niedaleko, właściwie w parku popularny pub potocznie nazywany „Pussi”, a nad głowami obserwatorium astronomiczne.
Jeszcze bardziej „klimatyzują” to miejsce jego amatorzy. Jak to w mieście studenckim – przychodzą tu miejscowi żacy, a oprócz nich alternatywna młodzież, trochę żulerii i... butelkowa mafia. Ponoć działa prężnie i zanim szkło podniesiesz z trawnika poproś o pozwolenie bosa!
Ocena
Park to ścisłe centrum miasta i wydawałoby się, że to nic dobrego dla fana browarka w plenerze. Okazuje się jednak, że przy odrobinie otwartości umysłów rajców miejskich może powstać bardzo klimatyczny skwerek, gdzie w spokoju można wysączyć lokalne piwko. Jak to w centrum miasta policji jest trochę, ale zajmuje się dbaniem o czystość ławek a nie bieganie z alkomatem, więc jest spokój.
Kolejna newralgiczna sprawa toalety. Jest toitoi, ale kto lubi zaglądać do tych klatek? No właśnie. I tutaj jest wspaniałe rozwiązanie. Jak przystało na miasto studenckie, budynki uniwersyteckie stoją otworem. Przy ulicy Lossi znajduje się jeden z jego budynku, gdzie w pełnym komforcie załatwimy swoją potrzebę.
Oprócz atrakcyjności wizualnej, wszystko na piąteczki, więc jest też wysoka łączna ocena 4,8. I znów stypendium.




(4.5/5) Atrakcyjność miejsca




(5.0/5) Aktywność policji




(5.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(5.0/5) Popularność




(5.0/5) Dostępność toalet




(4.8/5) Ogólna
Piwo
O estońskim piwie była już mowa, ale tym razem spojrzymy na temat z drugiej strony. Przypomnę tylko, że Estonią rządzą dwa duże browary – Saku z Tallina i A. le Coq z Tartu. I oczywiście w Tartu pije się ten drugi. Najbardziej popularny jest Premium (nieco poniżej 5%; popularnie nazywany „Prems”), bardzo dobry jest Special. Wielu studentów niemal kocha piwko Alexander (popularnie zwany „Sassi”) choć ja w tym nie gustuję.
Piwo można zdobyć w sklepie SuperAlko przy Rüütli 4, albo w markecie Comarket przy Küüni 7. Jak już wspominałem w poprzednich postach piwo w sklepach kosztuje ok. 1 euro.
Ciekawostka. Są tylko trzy zdjęcia, a spożyłem tam setki browarów. Ciekawe dlaczego...
Tartu
Ach, Tartu! Ile razy można powtórzyć, że studenckie? Wiele. Bardzo wiele. Tyle ilu studentów tutaj się przechadza. Jest uniwersytet i są inne uczelnie, ale to co kradnie serca na zawsze to Duch Tartu. Nikt go nigdy nie widział, ale wszyscy wiedzą, że jest. A gdzie jest?
Puby, kluby, bary... Pozwolę sobie na przedstwienie kilku ulubionych. Möku – tu popularność przerosła powierzchnię piwnicy i ogromne tłumy bujają się na ulicy w rytm pitego piwa. Tłumy są zawsze i tak samo zawsze znajdzie się potężna grupa osób, która chętnie pozna twoją historię, pożartuje, napije się, zaprowadzi na inną imprezę, czy jeszcze gdzie tam chcesz... Tam musi wpadać Duch Tartu. Zavood – stary, ale jary. Choć to miejsce swoje lata świetności przeżywało może 3 czy 4 sezony temu to nadal zaprasza imprezowych weteranów. W Illegardzie warto wybrać się na Ligę Mistrzów. W Pussi można pojeździć na byku. W Krooksie spotkać dziwaków i nacjonalistów. Genialistide to już coś pomiędzy pubem, barem i alternatywnym klubem. Bardzo zacne miejsce, które wabi swoim klimatem. (Teine) Maailm to niegdyś klub z milionem pięknych dziewcząt, wspaniałym naleśnikiem nadziewanym kurczakiem w ciągu dnia i przyjemnym piwem wieczorem. Dziś to już trochę taka imprezownia. Małolaty poznaje się w Illusion.
Warto również zajrzeć do akademików – szczególnie do tego przy Raatuse. Tu żyje międzynarodowa brać studencka. Tu musi być wesoło.
Jak już uda się wyciągnąć dziewczynę z klubu to warto ją zabrać na kawkę. Polecam Cafe Noir. Bardzo przyjemne miejsce, z delikatną muzyką i ciekawym wystrojem. Wiosną i latem warto przysiąść w którejś z kawiarń przy rynku (Raekoja plats) i cieszyć się wspaniałym widokiem na historyczne zabudowania.
To tyle w pierwszym odcinku o Tartu. Będą kolejne, więc i kolejne atrakcje zostaną opisane.
Estonia
O Estonii już pisałem, więc może tym razem z perspektywy miejsca, w którym dziś jesteśmy. Estonia to kraj, gdzie nie tylko podziwiać można piękną przyrodę, ale również folklor i wspaniałe kobiety. Te trzy elementy (przyroda, dziewczyny, folklor) składają się na teorię perfekcyjnego trójkąta, która tłumaczy dlaczego ludzie, którzy tu pojawiają się zakochują się w tym kraju bez reszty.
A przyroda to przede wszystkim wspaniłe parki narodowe (Lahemaa, Soomaa), ale też jeziora, rzeki, bagna, lasy, łąki... W południowej Estonii odnajdziemy również liczne mniejszości narodowe. Setu to ugrofińska grupa, która ma swój język i tradycje będące mieszanką estońsko-rosyjską. Wzdłuż Jeziora Pejpus żyją natomiast Staroobrzędowcy, którzy przeprawili się przez jezioro przed wiekami w poszukiwaniu spokoju przed rosyjskimi prześladowcami. To w skrócie, bo muszę coś jeszcze zostawić na kolejne posty.
(4.0/5) Dostępność toalet