Skwer im. Bohdana Wodiczki
Bo i o Polsce trzeba w tych ważnych dla państwa dniach pisać. A dziś to w samym jego (no, umówmy się, umownym-konstytucyjnym) sercu trzeba wypić – i to nie ważne czy, aby świętować, czy aby zapomnieć. Gdzie w Warszawie można się napić? Na skwerze im. Bohdana Wodiczki.
Pytanie zasadnicze – kim był Bohdan Wodiczko? Miły pan był dyrygentem i muzyki uczył. Nie przypadkowo, więc skwer nazwano jego imieniem – z jednej strony Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina, z drugiej Muzeum tegoż samego Fryderyka Chopina. Wracając do osoby naszego dyrygenta. Z pochodzenia był Czechem. Czy to znaczy, że jest tu czesko? Trochę tak…
Za mundurem…
Skwer leży w samym centrum, na zapleczu Nowego Świata. Jest tutaj mnóstwo przestrzeni do spożycia. Skwerek niedawno był odnowiony – w 2010 roku obchodziliśmy przecież rok Fryderyka Chopina. Miejsce jest na prawdę ładne jednak jest coś co budzi strach i przerażenie. Oprócz tego skweru nigdy nie piłem w miejscu, gdzie dosłownie zawsze spotkać można policję czy straż miejską. Ale uwaga! Ma to swoje plusy. Jakie? Skoro już wiadomo, że organy pojawią się to można lepiej przygotować się na to spotkanie. I rzeczywiście – nigdy nie płaciłem za przyjemność takiego spotkania, nigdy mnie nie legitymowano.
Ocena
Miejsce jest bardzo fajnie położone, bo w samym centrum warszawskiego wszechświata. Problemy z takim położeniem zwykle są dwa – policja i toalety. Służby, jak pisałem powyżej, są zawsze. Ocena niemal najgorsza. Byłoby gorzej gdyby jeszcze za każdym razem legitymowali. Dotychczas nie legitymowali. Toalety – tutaj wieczorkiem jest nieźle, w ciągu dnia gorzej. Sporo ludzi się przechadza, ale spełnić potrzebę fizjologiczną między krzaczkiem a murkiem, więc jest nieźle. Ogólnie – miejsce niezłe na wypicie przed klabingiem. Bez klabingu też się sprawdza.




(4.0/5) Atrakcyjność miejsca




(1.5/5) Aktywność policji




(3.5/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(4.0/5) Popularność




(4.0/5) Dostępność toalet




(3.4/5) Ogólna
Piwo
W Warszawie Królewskie. Ale czy ktoś zna kogoś kto zna kogoś kto zna kogo kto poleciłby królewskie? No właśnie. Ze świecą szukać takich ludzi. Ja radzę poeksperymentować zamiast i rzeczywiście sięgnąć po lokalne, ale np. z Raciborza.
Warszawa
Co zobaczyć w Warszawie? Standardowo to Starówkę i Trakt Królewski. Pałace i zamki – Łazienki, Wilanów etc. etc. Muzea – zwłaszcza Powstania Warszawskiego. Żeby zakochać się w Warszawie, do czego nawołuje hasło promocyjne miasta, trzeba jednak wybrać się poza centrum, które jednak nieco zawodzi. Stary Mokotów jest piękny, i Stara Ochota ma swój urok. Praga i Żoliborz to też miejsca, gdzie szczególnie jesienią można poczuć klimat dawnych lat.
Polska
A na Mazowszu? Na Mazowszu polecam… no właśnie, niewiele się tutaj podróżowało to i trudno coś polecić. Kiedyś byłem z Piotrem i Richardem zza zachodniej granicy na spływie rzeką Rawką i straciłem buty. Rzeka piękna i dzika – poprzewracane drzewa, meandry, piękne brzegi. Polecam!
Cetățuia
Dziś odwiedzamy Kluż-Napoka, po rumuńsku Cluj-Napoca. Dalej drążymy sprawę trudnych nazw. Dzisiaj dochodzą jeszcze trudne literki. Cetățuia – co to? To nic innego jak pospolita cytadela. W tym przypadku to już raczej wspomnienie cytadeli, bo wszystko wokół zarosło trawą, krzakami i drzewami i jest park.
Uuuuu Drakula!
Cytadela łamane przez park znajduje się po północnej stronie rzeki „Someşul Mic” („Mały Someş”), stosunkowo blisko centrum. Spacerując ulicą Księcia Ferdynanda z Placu Unii musimy skręcić w ulicę Dragolina tabornok i już właściwie jesteśmy na miejscu. Wystarczy ścieżką wspiąć się na szczyt. Na szczycie i zieleń, i restauracja, i kaplica, i hotel... wszystko jest.
Jak już znajdziemy się na cytadeli podziwiać możemy widok na stare miasto, które bardzo ładnie prezentuje się na tle wzgórz. Dodam tylko, że nie patrzymy na byle co, bo na stolicę Transylwanii – tej od Drakuli!
Ocena
Jest tu ładnie, może tych krzaków trochę przydużo w miejscu, gdzie chciałoby się podziwiać panoramę miasta. Policji tutaj niewiele natomiast trochę miejscowych przychodzi i pooglądać, i się napić. Toalet dostatek, ale trzeba kawałek podejść w krzaki. Miejsce jest niezłe, ma też pewien urok. Część wzgórza nie jest bardzo eksplorowana i jest bardzo zaniedbana. Schodząc tą zaniedbaną stroną możemy trafić do minibaru, w których pojawia się chyba tylko miejscowy element.




(4.5/5) Atrakcyjność miejsca




(5.0/5) Aktywność policji




(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(4.0/5) Popularność




(4.5/5) Dostępność toalet




(4.4/5) Ogólna
Piwo
Czego napić się w Kluż-Napoka? W moje ręce wpadły trzy rodzaje piwa – Ursus, Silva oraz Timişoreana. Timiszoarskie jak sama nazwa wskazuje z Timiszoary pochodzi i tam będziemy pić to piwo. W Kluż produkowane jest piwo Ursus. Wszystkie piwa są niezłe. Ursus i Timiszoarskie zrobiły na mnie, a właściwie na moich kubkach smakowych lepsze wrażenie niż Silva. Zostańmy przy lokalnym Ursusie.
Kluż-Napoka
Wspomniałem już że jesteśmy w stolicy Transylwanii, ale nie ma co się bać – bardzo przyjemne miejsce. Miasto jest wielkości naszego Białegostoku, więc też jest co zobaczyć. Główny plac miejski to Plac Unii, na którym stoi Katedra św. Michała. Przed nią prezentuje się potężny pomnik króla Macieja Korwina, który urodził się w mieście. Jak w każdym starym mieście (a to jest stare, bo i połowa nazwy upamiętnia czasy starożytne - Napoka) jest całkiem ładna starówka. Na tej warto przejść się uliczkami, trafić też na ulicę Lustrzaną – choć tylko kilka budynków odbija się od siebie jak w lustrze. Wokół placu Muzeów można odwiedzić kilka obiektów reprezentujących kulturę wysoką.
Ponoć miasto jest bardzo studenckie jesienią i wiosną toteż warto wybrać się wtedy. Byłem w sierpniu i niestety ludzi niewielu spacerowało ulicami...
Rumunia
Co zobaczyć w Rumunii? Wybrzeże Morza Czarnego, Karpaty, wieś, natura, natura, natura i oczywiście miasta. Bukareszt, Timiszoara i nasz dzisiejszy Kluż-Napoka. Rumunia to też Romowie – poważnie zobaczymy tutaj tabory, obozy i Romki ubrane w kolorowe stroje!
Oczywiście jest dużo więcej atrakcyjnych miejsc, ale o nich opowiem jak spędzę przynajmniej kilka więcej dni w Rumunii.
Wieża widokowa
A dzisiaj będzie pełen naturalizm. Jedziemy do pięknego Tykocina, miasteczka położonego pomiędzy dwoma pięknymi parkami narodowymi – Narwiańskim i Biebrzańskim. A piwo będziemy pić na wieży widokowej postawionej na starorzeczu, z której rozciąga się widok na okoliczne łąki, dolinę Narwi, zamek i miasto Tykocin.
Hop na wieżę!
Wieża ustawiona jest na starorzeczu Narwi. Rzeka ta dobrze znana jest w ornitologicznym półświatku, a cała dolina dzięki „pokrętności” – meandrom, starorzeczom, rozlewiskom i bagnom znana często występuje pod pseudonimem „Polskiej Amazonii”. Widok, więc piękny, ale jak tu dotrzeć?
Wieża stoi niedaleko mostu łączącego Tykocin z zzarzeczem. Tuż za przeprawą należy skręcić w niewielką dróżkę w prawo i przejść jakieś 200-300 metrów. Wieża wysoka jest na kilka metrów, więc szczególnie z lornetką zobaczymy tu wiele. Jest też daszek, więc bez względu na pogodę wypijemy tutaj piwo. Pełna kultura.
Ocena
Tykocin jest małym, uroczym miasteczkiem, a małe, urocze miasteczka mają to do siebie, że policji nie ma tu wiele, a jak jest to i często przymknie oko na piwko w parku, czy rynku. Tak jest też i tutaj – w zasadzie to można się tutaj wszędzie napić, o wieży nie wspominając. W okolicach naszego „obserwatorium” niewielu ludzi się przewija, jest łąka, są wysokie trawy, są krzewy, są drzewa, więc możemy zaopatrzyć się w większy zapas piwa, bez torturowania pęcherza. Atmosfera i popularność na 3 i 4, bo tego tutaj praktycznie brak, ale cenić należy też sielskość-anielskość. Ogólna ocena bardzo przyzwoita.




(5.0/5) Atrakcyjność miejsca




(5.0/5) Aktywność policji




(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(3.0/5) Popularność




(5.0/5) Dostępność toalet




(4.4/5) Ogólna
Piwo
Byłoby słodko, czy może raczej goryczkowo, gdyby Tykocin posiadał swój browar. Jest tutaj przecież ulica Browarna! Ta jednak jest najprawdopobniej hołdem złożonym dawnemu browarowi (dziś to już tylko ruiny) w Jeżewie Starym. Browar ten należał w XIX wieku do Zygmunta Glogera. Ciekawskich odsyłam do „wszechnicy internetowej”, tj. Google, gdzie po wpisaniu odpowiednich haseł wyskoczy spora dawka wiedzy.
Skoro lokalne piwo legło w gruzach nie pozostaje nic innego, jak odesłać do innych okolicznych browarów. Z Białegostoku pochodzi klasyk – „Żubr” (potem smaku z dzieciństwa, czyli Dojlidy Classic), a z Łomży – „Łomża” (bardzo oryginalnie, jak to w Łomży). Z racji patriotyzmu regionalnego polecam to pierwsze piwo, ale i „Łomża” jest nizła i dostępna w kilku wersjach (od tzw. „granata” po intensywnie reklamowane marki „Eksport” i „Niepasteryzowane”).
Tykocin
Tykocin czy Tiktin można by spytać. Miasteczko liczy niespełna 2 tys. mieszkańców, ale swoim urokiem przebija niejedną metropolię. Tykocin to miejscowość zamieszkała niegdyś w większości przez społeczność żydowską. Pozostało po niej zabytki – Wielka Synagoga z Domem Talmudycznym i zabudowaniami podejrzewam technicznymi, kirkut oraz chaty. Dzisiaj tę kulturę można poznać odwiedzając wymienione zabytki, ucząc się z ekspozycji muzealnych czy obserwując inscenizacje.
Ulicą Złotą (mijając Stary Rynek) przejdziemy z Wielkiej Synagogi do Placu hetmana Stefana Czarnieckiego i kościoła Św. Trójcy. Wokół placu stoją również charakterystyczne jednopiętrowe białe chaty kryte czerwoną dachówką. Mieszczą się w nich różne instytucje gminne (np. biblioteka), a tuż za nimi płynie Narew. Warto również wyjść poza „centrum” by zobaczyć kościół Bernardynów, stare chaty i podlaskie życie wiejskie, które czasem wygląda na zakonserwowane przed kilkoma dekadami.
W Tykocinie, za rzeką, przed kilku laty odbudowany został zamek. Warto dodać, że to jeden z nielicznych tego typu obiektów na Podlasiu – po reszcie zostały albo ruiny, albo już tylko „Góry Zamkowe”. Twierdza została wzniesiona przez Zygmunta II Augusta (a więc z XVI wieku), ale wcześniej istniała tutaj twierdza Gasztołdów.
Ciekawostką jest bardzo liczna tutaj populacja bocianów dzięki której Tykocin nosi miano „Europejskiej Wioski Bocianiej”.
Polska
No co ja będę Wam tłumaczył? Sami wiecie jak jest. Trochę może o Podlasiu. W stolicy Białymstoku zachwyca Pałac Branickich (mieści się w nim obecnie Uniwersytet Medyczny), Ratusz, Katedra NMP, ale również kilka ulic w centrum (Rynek Kościuszki, Kilińskiego, Lipowa, Warszawska), kilka kościołów (św. Rocha, cerkiew św. Mikołaja), pałacyki pofabrykanckie i pewne pozostałości po kulturze żydowskiej, która stanowiła tutaj przed wojną żywioł dominujący. Warto również odwiedzić Supraśl, Choroszcz, Orlę, Krynki, Białowieżę, Bohoniki i Kruszyniany, Drohicznyn i Ciechanowiec.
Dwie ciekawostki. Białystok zupełnie jak Rzym położony jest na siedmiu wzgórzach. Wspomniałem powyżej również o kulturze żydowskiej. Z Białegostoku pochodził Ludwik Zamenhof – twórca języka esperanto. Jak to się stało, że białostoczanin stowrzył nowy język? Lata temu mieszkali tutaj obok sibie Polacy, Żydzi, Niemcy, Rosjanie, Białorusini i jeszcze kilka nacji, a Ludwiczek na targ biegać musiał to i smykałkę do języków miał.
