Wysokyj Zamok
Jest kilka bardzo polskich miejsc poza granicami naszego pięknego kraju, w których warto wychylić piwko. Byliśmy już w Chicago, nadal czeka Wilno, a dziś odwiedzimy Lwów. W tym pięknym mieście napijemy się na szczycie wzgórza Wysoki Zamek (ukr. Висо́кий За́мок). Samo wzgórze góruje nad miastem (ma 398 m), jest gęsto porośnięte lasem i tylko czeka na wszystkich spragnionych turystycznych wrażeń i piwa.
Zamkowa, Piaskowa
Jak łatwo się domyślić na wzgórzu stał niegdyś zamek. Został wzniesiony jeszcze przez Kazimierza Wielkiego w połowie XIV wieku. Później losy tego miejsca różnie się toczyły – w połowie XVI wieku zamek zdobyli Kozacy, pół wieku później Szwedzi i twierdza popadła w ruinę. Zamek i wzgórze weszło w posiadanie miasta, a kamień i piasek sprzedawano jako budulec przez co nawet zmieniono nazwę tego wzniesienia na Górę Piaskową. Od 1998 roku wraz ze Starym Miastem wzgórze jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Dzisiaj na szczyt Wysokiego Zamku prowadzi setki schodów, a na samym ich końcu znajduje się platforma widokowa, na którą wlewają się kolejne fale turystów. Można stąd podziwiać nie tylko stare miasto, ale i kamienice otulające stare miasto oraz lwowskie blokowiska.
Ocena
Miejsce przyciąga widokiem. Lwów jest niezwykle piękny bez względu na to skąd się go ogląda – z poziomu ulicy, z wieży ratuszowej czy ze wzgórza. To piękno oznacza również zbytnią popularność tego miejsca wśród turystów i mieszkańców miasta. Nie przeszkadza to jednak w spożyciu, bo nikomu nie wadzi otwarta butelka piwa. Liczba schodów również skutecznie odstrasza policjantów (a wbrew polskiej opinii lubią dawać mandaty za picie alkoholu w miejscach publicznych). Minus to toalety – trzeba zejść kawałek niżej. Ogólna ocena wypada jednak bardzo pozytywnie.




(5.0/5) Atrakcyjność miejsca




(4.5/5) Aktywność policji




(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(4.0/5) Popularność




(3.0/5) Dostępność toalet




(4.1/5) Ogólna
Piwo
Ukraina to kraj wspaniały – wybór alkoholu jest ogromny, a przy tym trunki są bardzo tanie – szczególnie wódka. Tę można kupić za 10 zł… i to nie byle co tylko wyższa półka.
W przypadku piwa to Ukraina również i tutaj nie ma czego się wstydzić, W wielu polskich barach dostępny jest np. Obolon – w różnych wariantach smakowych. My oczywiście pijemy lokalnie. We Lwowie rządzi Lwowskie, również dostępne w różnych wersjach. Osobiście preferuję piwo klasyczne – jasne. Fani pszenicznego czy ciemnego znajdą coś dla siebie. Ceny piwa to ok. 4-6 hrywien, a więc 1,5-2 zł za butelkę. Ciekawostką jest, że w wielu barach można znaleźć piwo tańsze niż na półkach sklepowych.
Lwów
Lwów ma wiele twarzy i każdy gość w mieści zapewne pozna inną historię miasta. Ukraińcy często narzekają, że Polacy przyjeżdżają odwiedzić przede wszystkim Cmentarz Orląt Lwowskich i rozpamiętywać przeszłość. Oprócz cmentarza Lwów to również Stare Miasto i cała historia wokół niego. Tutejsza Starówka bardzo przypomina tę krakowską. Wokół niej to już pełen dziki wschód – dziurawe drogi, szaleńczy ruch na drogach, pozostałości starych reklam i sowieckiej myśli. Ale wróćmy na Stare Miasto. Co tu warto zobaczyć? Ratusz i Rynek z licznymi kamienicami – w tym bardzo znaną czarną, dziedziniec włoski, liczne kościoły różnych wyznań. W kamienicach mieszczą się bardzo ciekawe bary, które również są nie lada atrakcją – warto tutaj wspomnieć tajny bar, do którego chyba każdy wie jak wejść, Dom Baśni czy bar Dzigi Wiertowa. Nieco dalej jest piękny budynek opery wzniesiony w miejscu, gdzie wcześniej płynęła rzeczka.
Ukraina
A żebym to ja wiedział… Najlepiej byłoby napisać, że jak się przejdę, pozwiedzam to opowiem, ale może chociaż krótko wypiszę atrakcję Ukrainy. Mickiewicz zachwycał się Krymem i stepami. Stepów pozostało już niewiele (zaledwie ok. 4% powierzchni kraju), są tu góry – Karpaty, piękne wybrzeże, niziny, lasy, rzeki i jeziora. Są starsze i nowsze miasta. Są wsie, różne kultury i religie. Słowem, dwoma – trzeba jechać!
North Avenue Beach
Kevin sam w domu? Każdego roku w czasie Bożego Narodzenia dowiadujemy się, że został sam. Nie ma jednak odpowiedzi, gdzie może wyjść na piwo. Do świąt jeszcze kilka miesięcy, ale pomimo tego podpowiem, gdzie w Chicago można wypić piwo. Zresztą dobrze się składa, że jeszcze kilka miesięcy, bo nasza chicagowska miejscówka to plaża przy North Avenue na Złotym Wybrzeżu (Gold Coast).
Północ, południe?
Miłośnicy pierwszego wrażenia na pewno wpadną w zachwyt, gdy zobaczą Jezioro Michigan i plażę... Gdyby zapomnieć, gdzie leży miasto i spojrzeć tylko na kolor wody i poczuć piasek między palcami to miejsce można wrzucić gdzieś nad Morze Karaibskie a nie daleką amerykańską północ. Proszę spojrzeć tylko na zdjęcia. Którz by powiedział, że to Chicago a nie Antyle?
Nasza piwna miejscówka to plaża i długi wybetonowany falochron, który świetnie nadaje się na degustację piwa i troszkę odpoczynku od miejskiego zgiełku. Latem pojawia się tutaj mnóstwo ludzi, zimą i jesienią jest dużo spokojniej. Jak wszędzie, gdzie spotyka się ląd i morze fajnie jest być „kul” – mieć rozwiniętą masę mięśniową, błyszczące okulary czy drapieżny tatuaż na ramieniu. A jak tego brak to nam piwo zostaje. Po kilku wszyscy są fajni.
Miejsce jak już wspomniałem jest piękne, może trochę zbyt popularne latem, a atmosfera być może jest nieco bananowa to nie zawsze jest tu łatwo miłośnikom piwa. Wiadomo – Stany kraj wojujących przeciwników alkoholu nie dopuszcza spożycia w miejscach publicznych. Tak też jest na tej plaży. Policja niestety wyposażona jest w rowery i chętnie tutaj zagląda (no tak, piękny widok...) toteż żeby nie dostać mandatu trzeba mieć oczy dookoła głowy. Z toaletami również nienajlepiej, bo przecież niezły tłumek wokół. Można skorzystać z dobrodziejstwa falochronu, ale i ten jest chętnie uczęszczany przez biegaczy. Latem zawsze można wskoczyć do wody i zasilić jezioro swoim źródełkiem.
Oceny
Choć dzisiejsza ocena nie jest mistrzowskim osiągnięciem to należy pamiętać, że bliskość centrum wielkiego miasta ma ten urok, że i służb porządkowych jest sporo i ptaszka nie wyciągniemy, gdzie nam się podoba. Warto jednak zwrócić uwagę na wspaniałe walory wizualne tego miejsca – turkusowa tafla wody mąconej falami, piaszczysta plaża i często piękne dziewczęta prezentujące swoje wdzięki. Kawałek dalej wieżowce wyrastające wysoko aż do nieba. Miejsce wspaniałe, każdy miłośnik piwa w plenerze będzie zachwycony.




(5.0/5) Atrakcyjność miejsca




(2.0/5) Aktywność policji




(4.5/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(4.5/5) Popularność




(2.0/5) Dostępność toalet




(3.6/5) Ogólna
Piwo
Stany Zjednoczone to kraj ogromny toteż i piw powinno być w bród. Okazuje się, że jest z tym różnie, bo popularne marki są bardzo niskiej jakości, a świetne mikrobrowary to fenomen raczej Zachodniego Wybrzeża. Najpopularniejsze marki piw w USA to Budweiser i Bud Light, ale żadnego z nich nie polecam. Jakie zamienniki? Kraj Wuja Sama to tygiel kulturowy, więc znajdziemy tutaj i piwa z całego świata. Chyba największym moim chicagowskim odkryciem była sieć sklepów Binny’s, gdzie półki uginały się pod naporem najróżniejszych marek z całego świata. Ach, to w Chicago po raz pierwszy spróbowałem piwa chorwackiego, nie było też problemu z dostaniem przysmaków polskich czy estońskich... Polecam szukać i eksperymentować.
A gdzie się zaopatrzyć przed wycieczką na plażę? Polecam sklep Treasure Island przy North Wells. Znajduje się on jakiś kilometr od plaży, ale jest w nim niezły wybór alkoholi (w tym importowanych).
Chicago
Chicago położone jest nad Jeziorem Michigan – jednym z Wielkich Jezior, które swoją powierzchnią potrafią zawstydzić nie jedno morze. Nasza miejscówka to jedna z plaż, ale wzdłuż chicagowskiego wybrzeża znajdzie się ich wiele więcej.
O tym mieście można powiedzieć wiele dobrego, ale i kszta złego się znajdzie. Oczywiście powodów do zachwytu jest dużo więcej, więc może zmienię kolejność i zacznę od tego, co tutaj przytłacza i nie będą to wieżowce. Jak mówią Amerykanie jest to jedno z najbardziej depresyjnych miast w kraju. Na szczęście tylko późną jesienią i zimą kiedy wieje, pada, grzmi. Ma to też swój urok – nie bez powodu Chicago nazywane jest Wietrznym Miastem. Ponoć kiedy w wąwozach wieżowców wieje ponad ludzkie siły wiązane są liny, których chytają się przechodnie i „wspinają” do kolejnych punktów miasta. Ot, taka ciekawostka.
Co oprócz jeziora i wiatru? Na pewno zwracają uwagę wieżowce – najwyższy w USA Willis Tower (dawniej nazywana Sears Tower; 442 metry) oraz znany John Hancock Center (344 metry) – z których podziwiać można panoramę miasta. To ulice chicagowskiego Down Town pojawiły się w kadrach Batmana. Zostając przy filmie – tutaj również kręcony był Kevin sam w domu, czy Wicker Park (Apartament).
Będąc w Chicago warto odwiedzić miejscowe muzea – szczególnie Muzeum Sztuki, które kradnie długie godziny. Miasto jest również Mekką miłośników dobrej muzyki. Szczególnie latem odbywa się tutaj wiele koncertów, a samo miasto znane jest na całym świecie z bluesa.
Wietrzne Miasto to także dziesiątki parków. Najpiękniejsze i najlepiej zadbane są te położone w pobliżu centrum. Chyba każdy pamięta instalację „Cloud Gate” (popularną „fasolę”) w Millennium Park w samym centrum miasta. Miejscowi uwielbiają pomniki, instalacje i sztukę użytkową. Jest tego mnóstwo w całym mieście.
I na koniec – jak cały kraj, tak i Chicago to ogromna mieszanka etniczna. Po niegdyś drugim największym polskim mieście na świecie nadal pozostało kilkuset tysięcy krajan zamieszkujących Jackowo i kilka innych dzielnic. Krocząc biało-czerwonymi śladami warto wstąpić do restauracji Czerwone Jabłuszko (Red Apple Buffet; North Milwaukee Avenue) – za dyszke można zjeść tyle, że przez następną godzinę będziemy się toczyć. Gwarantuję! Nie tylko Amerykanie i Polacy, ale dziesiątki innych narodowości zamieszkuje miasto toteż i zjemy, i najpijemy się każdego (nie)ziemskiego smaku.
Stany Zjednoczone
Gdyby opisać Stany – wszystkie piękne miejsca, kontrasty, paradoksy – trzeba by wydrukować ze 3 opasłe tomy. Nie będę jednak aż tak się rozpisywał, bo jeszcze kilka wspaniałych miejsc zostanie opisanych w kolejnych notatkach. Wymienię tylko kilka moich ulubionych miast. Na Wschodnim Wybrzeżu kosmopolityczny Nowy Jork, bardzo europejski Boston, stolicę Waszyngton, pamiętne schody filadelfijskie oraz olimpijską Atlantę. Na wyluzowanym Zachodnim Wybrzeżu należy wspomnieć o absolutnym numerze „1” – San Francisco, Los Angeles, San Diego z pięknym Coronado, Sacramento oraz Seatlle pełne mikrobrowarów oferujących świetne piwo.
USA to również zapierająca dech w piersi przyroda – chociażby Wielki Kanion albo Yellowstone. A to tylko początek...
PS. A tu jeszcze takie wspomnienie...

Zdjęcie pochodzi z tajnych archiwów Darka.
