Luka Gruž
Luka Gruž
Ostatnie wakacje upłynęły pod znakiem słońca, plaż, plam, wódki i oczywiście piwa. Przyniosły też kilka zmian w poglądach na życie. Jedną ze zmian było wpisanie Chorwacji na listę najpiękniejszych krajów – pod każdym możliwym względem. Skoro jest tam tak pięknie, to i ciekawe miejsce na wypicie piwa czy kilku piw się znajdzie. Na pierwszy chorwacki ogień idzie Dubrownik, a tamże Luka Gruž.
Złoto sunące po morzu
Czymże jest Luka Gruž? Po polsku to Port Gruž. Port położony jest w północnej części miasta. Zawijają tutaj wszelkie możliwe jednostki – statki pasażerskie, promy, ale również statki towarowe i prywatne jednostki. To zło sunące po morzu to oczywiście super luksusowe jachty, bogatych Brytyjczyków, które tutaj cumują. Nie należę do największych fanów łodzi (chociaż mają one w sobie coś uwodzącego) to tutaj przeżyłem żeglarskie zauroczenie. Jachty, które tutaj cumują mogłyby przyprawić o zawrót głowy niejednego miłośnika bądź „nie-miłosnika” morza i żagli.
Port jak wspomniałem położony jest w północnej części miasta. Znajduje się on między Półwyspem Lapad a pasmem pięknych Gór Dynarskich. Kształt portu przypomina nieco fiordy znane z Norwegii. Podobnie wygląda wybrzeże Chorwacji w wielu miejscach. Najlepszy czas na odwiedzenie portu to chyba wieczór, o zachodzie słońca, kiedy morze się mieni, a promienie migają między masztami i żaglami.
Ocena
Miejsce jest niesamowicie piękne. Wokół portu znajdują się ławeczki, na których można przysiąść by wypić browarka i podziwiać widoki. Trudno mi dokładnie ocenić jak poważnie policja traktuje miłośników piwa na świeżym powietrzu, ale biorąc pod uwagę, że codziennie było kilka tych piw i nigdy nie było problemu musi być w miarę dobrze. Jeśli chodzi o toaletę to tu może być problem – sporo ludzi kręci się tutaj, wzdłuż portu biegnie ruchliwa droga, więc najlepszym rozwiązaniem będzie chyba odwiedzenie dworca autobusowego (choć to jest kawałek) lub centrum handlowego czy jednej z restauracji.




(5.0/5) Atrakcyjność miejsca




(4.0/5) Aktywność policji




(4.5/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(4.0/5) Popularność




(3.0/5) Dostępność toalet




(4.1/5) Ogólna
Piwo
Chorwacja niezwykle dobrze radzi sobie w kategorii piwo. Dwie najważniejsze marki na rynku to Karlovačko i Ožujsko. O ile to pierwsze zdobyło moje kubki smakowe, to drugie niewiele mu ustępowało. Jak nazwa wskazuje Karlovačko produkowane jest w browarze w Karlovacu. Z Ožujsko jest już pewien problem, otóż produkowane jest w Zagrzebiu, a nazwa znaczy tyle co „marcowe”. Zagrebačka pivovara, jest największym browarem w kraju. Oprócz tradycyjnych jasnych, szczególnie latem, warto spróbować „kolorowych” – cytrynowych i jabłkowych „radlerków”. Świetnie sprawdzają się one na plaży – nieźle smakują i orzeźwiają. Obie marki mają je w swojej ofercie.
Dubrownik
Dubrownik jest chyba największą perłą Dalmacji, Raguzy, czy nawet całej Chorwacji. Miasto zbudowane zostało w typowo nadadriatyckim stylu – zapewne wpływ Wenecjan. Stare Miasto to wąskie uliczki, do tego stopnia wyślizgane przez turystów, że niemal można się przejrzeć w ich kamieniach. Budynki są szare i pokryte czerwonymi dachami, ich wygląd urozmaicają tylko białe, ciemnozielone lub szare okiennice i sznurki z praniem. Tutejsze Stare Miasto to oprócz uroczych uliczek, budynków, schodów i prania to także port i obwarowania, które nadają temu miastu niezwykły charakter.
Poza Starym Miastem warto odwiedzić nasz port oraz wybrać się na plażę. Woda w Adriatyku jest niezwykle ciepła i czysta. Przejrzystość wody zapewnia najprawdopodobniej kamienne podłoże i plaże.
Nowsze dzielnice zostały zbudowane na zboczach Gór Dynarskich, co powoduje, że mieszkańcy i turyści mają stale pod górkę, no i czasem z górki. Uliczki są wąskie i łatwo się w nich pogubić. Nowsza część miasta nie jest jakoś bardzo atrakcyjna, warto na nią spojrzeć raczej z pewnej odległości wtedy mogą się spodobać te czerwone dachy. Z wyżej położonych miejsc warto natomiast podziwiać Stare Miasto, wybrzeże i Półwysep Lapad – niezwykle piękny widok, szczególnie zachody słońca.
I jeszcze ciekawostka z serii osobowości i osobistości. W Dubrowniku spotkałem Vladimira – artystę bez pieniędzy, pół Chorwata, pół Czarnogórca, który przyjechał do Chorwacji w celu załatwienia formalności związanych z przejęciem spadku – wartej setki tysięcy euro działki w pobliżu Jezior Plitwickich. Vladimir w Dubrowniku pomieszkiwał między skałami, na zboczu stromo spadającym w morze. Ponoć w nocy poprzedzającej opowiadanie napił się i spadł ze zobaczą do morza, gdzie poparzony został przez jakąś rybę czy roślinę i miał całą spuchniętą nogę. Oprócz spuchniętej nogi miał też wiele dziewczyn, także młodą Polkę, która chciała z nim się wybrać na koniec świata. Spytał o papierosa, nie miałem.
Chorwacja
Chorwacja – jeden z najpiękniejszych krajów świata. Jest tutaj chyba wszystko, co można sobie wymarzyć – są góry, są niziny, są piękne miasta, jest wspaniałe wybrzeże i setki wysp. Są przepiękne kobiety! W Chorwacji koniecznie trzeba odwiedzić nadmorskie miejscowości – byłem w Splicie i Dubrowniku, ale ponoć i Rijeka, i Pula, i Zadar, i Szybenik są piękne. Należy odwiedzić również wyspy – gdyby na każdej spędzić chociaż jeden dzień to taka podróż zajęłaby pewnie dobrych kilka lat. Warto spróbować odwiedzić przynajmniej te większe – Krk, Pag, Brac. W głębi lądu należy odwiedzić Zagrzeb, Jeziora Plitwickie i wiele innych miejsc. Z życia miejskiego – zachwyca życie ulicy! Jest gwarnie, jest duży ruch, ulica brzmi, w miastach Chorwacji jest mnóstwo kawiarni, które latem wypływają na ulice. Szczególnie Zagrzeb to takie „krzesełkowe królestwo”, gdzie na każdej ulicy stoi setki krzeseł i dziesiątki parasoli, a kawa płynie szeroki strumieniami.
Chorwacja w 1995 roku uczestniczyła w wojnie, o czym szybko można sobie przypomnieć po rozmowie z Chorwatami. Oprócz tej wojny jest jeszcze kwestia reżimu międzywojennego i okresu II wojny światowej (Ustasze), w czym dla obcokrajowca trudno jest się połapać, ale jeśli chce się ożywić dyskusje to są tematy, które na pewno pomogą.
A na koniec Dalmackie klimaty:
PS.
Przepraszam za długą nieobecność. Wiem, że czekaliście – dziękuję za cierpliwość. Teraz, kiedy życie mi się nieco uspokoiło, obiecuję nowy przewodnik przynajmniej raz na dwa tygodnie. Na zdrowie!
North Avenue Beach
Kevin sam w domu? Każdego roku w czasie Bożego Narodzenia dowiadujemy się, że został sam. Nie ma jednak odpowiedzi, gdzie może wyjść na piwo. Do świąt jeszcze kilka miesięcy, ale pomimo tego podpowiem, gdzie w Chicago można wypić piwo. Zresztą dobrze się składa, że jeszcze kilka miesięcy, bo nasza chicagowska miejscówka to plaża przy North Avenue na Złotym Wybrzeżu (Gold Coast).
Północ, południe?
Miłośnicy pierwszego wrażenia na pewno wpadną w zachwyt, gdy zobaczą Jezioro Michigan i plażę... Gdyby zapomnieć, gdzie leży miasto i spojrzeć tylko na kolor wody i poczuć piasek między palcami to miejsce można wrzucić gdzieś nad Morze Karaibskie a nie daleką amerykańską północ. Proszę spojrzeć tylko na zdjęcia. Którz by powiedział, że to Chicago a nie Antyle?
Nasza piwna miejscówka to plaża i długi wybetonowany falochron, który świetnie nadaje się na degustację piwa i troszkę odpoczynku od miejskiego zgiełku. Latem pojawia się tutaj mnóstwo ludzi, zimą i jesienią jest dużo spokojniej. Jak wszędzie, gdzie spotyka się ląd i morze fajnie jest być „kul” – mieć rozwiniętą masę mięśniową, błyszczące okulary czy drapieżny tatuaż na ramieniu. A jak tego brak to nam piwo zostaje. Po kilku wszyscy są fajni.
Miejsce jak już wspomniałem jest piękne, może trochę zbyt popularne latem, a atmosfera być może jest nieco bananowa to nie zawsze jest tu łatwo miłośnikom piwa. Wiadomo – Stany kraj wojujących przeciwników alkoholu nie dopuszcza spożycia w miejscach publicznych. Tak też jest na tej plaży. Policja niestety wyposażona jest w rowery i chętnie tutaj zagląda (no tak, piękny widok...) toteż żeby nie dostać mandatu trzeba mieć oczy dookoła głowy. Z toaletami również nienajlepiej, bo przecież niezły tłumek wokół. Można skorzystać z dobrodziejstwa falochronu, ale i ten jest chętnie uczęszczany przez biegaczy. Latem zawsze można wskoczyć do wody i zasilić jezioro swoim źródełkiem.
Oceny
Choć dzisiejsza ocena nie jest mistrzowskim osiągnięciem to należy pamiętać, że bliskość centrum wielkiego miasta ma ten urok, że i służb porządkowych jest sporo i ptaszka nie wyciągniemy, gdzie nam się podoba. Warto jednak zwrócić uwagę na wspaniałe walory wizualne tego miejsca – turkusowa tafla wody mąconej falami, piaszczysta plaża i często piękne dziewczęta prezentujące swoje wdzięki. Kawałek dalej wieżowce wyrastające wysoko aż do nieba. Miejsce wspaniałe, każdy miłośnik piwa w plenerze będzie zachwycony.




(5.0/5) Atrakcyjność miejsca




(2.0/5) Aktywność policji




(4.5/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(4.5/5) Popularność




(2.0/5) Dostępność toalet




(3.6/5) Ogólna
Piwo
Stany Zjednoczone to kraj ogromny toteż i piw powinno być w bród. Okazuje się, że jest z tym różnie, bo popularne marki są bardzo niskiej jakości, a świetne mikrobrowary to fenomen raczej Zachodniego Wybrzeża. Najpopularniejsze marki piw w USA to Budweiser i Bud Light, ale żadnego z nich nie polecam. Jakie zamienniki? Kraj Wuja Sama to tygiel kulturowy, więc znajdziemy tutaj i piwa z całego świata. Chyba największym moim chicagowskim odkryciem była sieć sklepów Binny’s, gdzie półki uginały się pod naporem najróżniejszych marek z całego świata. Ach, to w Chicago po raz pierwszy spróbowałem piwa chorwackiego, nie było też problemu z dostaniem przysmaków polskich czy estońskich... Polecam szukać i eksperymentować.
A gdzie się zaopatrzyć przed wycieczką na plażę? Polecam sklep Treasure Island przy North Wells. Znajduje się on jakiś kilometr od plaży, ale jest w nim niezły wybór alkoholi (w tym importowanych).
Chicago
Chicago położone jest nad Jeziorem Michigan – jednym z Wielkich Jezior, które swoją powierzchnią potrafią zawstydzić nie jedno morze. Nasza miejscówka to jedna z plaż, ale wzdłuż chicagowskiego wybrzeża znajdzie się ich wiele więcej.
O tym mieście można powiedzieć wiele dobrego, ale i kszta złego się znajdzie. Oczywiście powodów do zachwytu jest dużo więcej, więc może zmienię kolejność i zacznę od tego, co tutaj przytłacza i nie będą to wieżowce. Jak mówią Amerykanie jest to jedno z najbardziej depresyjnych miast w kraju. Na szczęście tylko późną jesienią i zimą kiedy wieje, pada, grzmi. Ma to też swój urok – nie bez powodu Chicago nazywane jest Wietrznym Miastem. Ponoć kiedy w wąwozach wieżowców wieje ponad ludzkie siły wiązane są liny, których chytają się przechodnie i „wspinają” do kolejnych punktów miasta. Ot, taka ciekawostka.
Co oprócz jeziora i wiatru? Na pewno zwracają uwagę wieżowce – najwyższy w USA Willis Tower (dawniej nazywana Sears Tower; 442 metry) oraz znany John Hancock Center (344 metry) – z których podziwiać można panoramę miasta. To ulice chicagowskiego Down Town pojawiły się w kadrach Batmana. Zostając przy filmie – tutaj również kręcony był Kevin sam w domu, czy Wicker Park (Apartament).
Będąc w Chicago warto odwiedzić miejscowe muzea – szczególnie Muzeum Sztuki, które kradnie długie godziny. Miasto jest również Mekką miłośników dobrej muzyki. Szczególnie latem odbywa się tutaj wiele koncertów, a samo miasto znane jest na całym świecie z bluesa.
Wietrzne Miasto to także dziesiątki parków. Najpiękniejsze i najlepiej zadbane są te położone w pobliżu centrum. Chyba każdy pamięta instalację „Cloud Gate” (popularną „fasolę”) w Millennium Park w samym centrum miasta. Miejscowi uwielbiają pomniki, instalacje i sztukę użytkową. Jest tego mnóstwo w całym mieście.
I na koniec – jak cały kraj, tak i Chicago to ogromna mieszanka etniczna. Po niegdyś drugim największym polskim mieście na świecie nadal pozostało kilkuset tysięcy krajan zamieszkujących Jackowo i kilka innych dzielnic. Krocząc biało-czerwonymi śladami warto wstąpić do restauracji Czerwone Jabłuszko (Red Apple Buffet; North Milwaukee Avenue) – za dyszke można zjeść tyle, że przez następną godzinę będziemy się toczyć. Gwarantuję! Nie tylko Amerykanie i Polacy, ale dziesiątki innych narodowości zamieszkuje miasto toteż i zjemy, i najpijemy się każdego (nie)ziemskiego smaku.
Stany Zjednoczone
Gdyby opisać Stany – wszystkie piękne miejsca, kontrasty, paradoksy – trzeba by wydrukować ze 3 opasłe tomy. Nie będę jednak aż tak się rozpisywał, bo jeszcze kilka wspaniałych miejsc zostanie opisanych w kolejnych notatkach. Wymienię tylko kilka moich ulubionych miast. Na Wschodnim Wybrzeżu kosmopolityczny Nowy Jork, bardzo europejski Boston, stolicę Waszyngton, pamiętne schody filadelfijskie oraz olimpijską Atlantę. Na wyluzowanym Zachodnim Wybrzeżu należy wspomnieć o absolutnym numerze „1” – San Francisco, Los Angeles, San Diego z pięknym Coronado, Sacramento oraz Seatlle pełne mikrobrowarów oferujących świetne piwo.
USA to również zapierająca dech w piersi przyroda – chociażby Wielki Kanion albo Yellowstone. A to tylko początek...
PS. A tu jeszcze takie wspomnienie...

Zdjęcie pochodzi z tajnych archiwów Darka.
