Piwo Naturalnie Myśl globalnie. Pij lokalnie.

14lis/111

Murki

W strony rodzinne warto wracać. Nie zawsze jest czas, nie zawsze są możliwości, ale kiedy tylko można warto wrócić. I dziś jedziemy do krainy dzieciństwa autora. Dziś będziemy pić w Białymstoku. A w grodzie nad Białą, w stolicy Podlasia i Kresów jest kilka miejsc, gdzie warto siąść i rozkoszować się piwkiem na świeżym powietrzu. Tym razem zapraszam na tak zwane murki.

 

Beton

Murki to miejsce bliskie sercu wielu studentów Politechniki Białostockiej. Miejscówka znajduje się w pobliżu akademików przy ul. Zwierzynieckiej, niedaleko znajdują się budynki głównego kampusu tzw. polibudy. Murki to właściwie wjazd do bliżej niezidentyfikowanego budynku a wokół nich niewielki skwerek z krzakami i drzewami. Niezwykłość i siła miejsca to przede wszystkim pocieszność uczestników studentów oraz popularność miejsca. Jest gwarnie i magia czasem się dzieje. Można tutaj nawet usłyszeć wszystkie hity weselne w wersji live!

 

Ocena

Murki są jednym z lepszych spośród ocenionych ostatnio miejsc. Policja tu właściwie nie zagląda, choć w drodze po alkohol do niedaleko położonego „Żaczka” można zostać wylegitymowanym i nagrodzonym. Żaczek to źródełko wódki i piwa, choć nie jest najtańszy to jest długo otwarty i blisko położony feralnego miejsca. Miejsce jest świetne pod względem dostępności toalet – można lać albo na mury położonych blisko budynków, albo w krzaki. Kobiety również nie narzekają w tej kwestii, co jest najlepszym dowodem i powodem by wysoko ocenić to miejsce.

 

(3.0/5) Atrakcyjność miejsca

(4.5/5) Aktywność policji

(4.5/5) Atmosfera panująca w danym miejscu

(4.5/5) Popularność

(5.0/5) Dostępność toalet

(4.3/5) Ogólna

 

Piwo

W Białymstoku jest jeden król i jest to król puszczy – Żubr. To piwo to klasa i cena zacna. Oprócz klasycznego Żubra w zielonej puszce czy butelce, wypuszczony ostatnio został farbowany, złoty. Fanem nie jestem, ale spróbować warto. Należy również sięgnąć nieco do historii i do wspomnień. Pierwsze zawroty głowy wystąpiły bowiem we wczesnych latach dzieciństwa po pamiętnym Dojlidy Classic. Browar Dojlidy produkuje dziś Żubra, który godnie kontynuuje tradycję niepodległego niegdyś browaru.

Zrobię również wyjątek i polecę tym razem i wódę pod chmurką, bo przecież miejscowy polmos produkuje takie specjały jak znana na całym świecie Żubrówka. Powstaje tutaj również Absolwent, ulubiony wśród studentów i uczniaków.

 

Jak widać w dzisiejszym poście brakuje zdjęć. Niestety autorowi nie było dane ich zrobić, pewnie był albo pod wpływem, albo zbyt leniwy. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie znaleźć legalne zdjęcia pilnie proszony jest o kontakt. A jak nie to będziecie czekać do wiosny! ;)

 

Białystok

Cóż można powiedzieć o Białymstoku? Ci, co stąd nie pochodzą, a byli – byli dawno, ci co nie byli – nie mają o tym miejscu najmniejszego pojęcia. Białystok to miasto piękne, ale nie tak zwyczajnie, jak wszystkie inne opisane w przewodnikach. Tutaj piękna trzeba szukać w zaułkach, pytać ludzi, wsłuchiwać się w to co mówią miejscowi, czy przewracać karty historii.

Jest tu kilka staroci, które warto obejrzeć – Pałac Branickich zwany Wersalem Północy lub Wersalem Podlasia, Pałac Lubomirskich, pałacyki pofabrykanckie. Należy również przespacerować się ulicami – Kilińskiego z Pałacykiem Gościnnym, Rynkiem Kościuszki z Ratuszem, który nigdy nie był ratuszem, Lipową zakończoną chyba najwspanialszym przykładem modernizmu w Polsce – kościołem św. Rocha. Jest też Warszawska, jakby przypadkowo rzucona za niewielką rzekę Białą. Warto wspomnieć również, że tu urodził się Ludwik Zamenhof i tu stworzył esperanto. A kiedy wrócimy do Białegostoku to opowiem o białostockim klabingu.

A jaka będzie ciekawostka na dziś? Opowiem skąd się wzięła nazwa miasta. Większość ludzi rozmyślając nad pochodzeniem nazwy „Białystok” wyobraża sobie ośnieżone wzgórze. Może jest trochę w tym prawdy, bo przecież miasto zupełnie jak Rzym leży na siedmiu wzgórzach, ale nie do końca. Przed wiekami, Władysław Jagiełło buszując i polując w miejscowej puszczy zmęczony zatrzymał się nad niewielką rzeczką. Wody ów stoku, jak niegdyś nazywano strumienie, były tak białe, jak niegdyś określano czyste, że zachwycony król kazał zatrzymać się tutaj swojej drużynie na dłuższy wypoczynek.  Tak powstała osada zwana Biały Stokiem, czyli Białymstokiem.

 

Polska

Drugi raz jesteśmy w Polsce Północno-Wschodniej – słowem problem. A może nie problem. Ta część kraju to najprawdziwszy spadek po Rzeczypospolitej Obojga Narodówwielokulturowej i bogatej w wyznania i poglądy, to również posag II Rzeczypospolitej i nieuchwytnego smaku Kresów. Niektórzy mówią, że Białystok to stolica Kresów, które pozostały nam po II wojnie światowej. I rzeczywiście wielu ludzi wymawia tutaj „l” zamiast „ł”, tu jest zdecydowanie bardziej swojsko i naturalnie hipstersko niż nawet w najlepiej wyberszkowanej Warszawie. A za miastem nadal można spotkać Tatarów, swój renesans przeżywają kultury żydowska i wschodnia – białoruska czy ukraińska. Coraz więcej jest też przecież folkloru i dużo jest przyrody.

Zakres tematyczny: Białystok 1 Komentarz
13wrz/110

Wieża widokowa

A dzisiaj będzie pełen naturalizm. Jedziemy do pięknego Tykocina, miasteczka położonego pomiędzy dwoma pięknymi parkami narodowymi – Narwiańskim i Biebrzańskim. A piwo będziemy pić na wieży widokowej postawionej na starorzeczu, z której rozciąga się widok na okoliczne łąki, dolinę Narwi, zamek i miasto Tykocin.

 

Hop na wieżę!

Wieża ustawiona jest na starorzeczu Narwi. Rzeka ta dobrze znana jest w ornitologicznym półświatku, a cała dolina dzięki „pokrętności” – meandrom, starorzeczom, rozlewiskom i bagnom znana często występuje pod pseudonimem „Polskiej Amazonii”. Widok, więc piękny, ale jak tu dotrzeć?

Wieża stoi niedaleko mostu łączącego Tykocin z zzarzeczem. Tuż za przeprawą należy skręcić w niewielką dróżkę w prawo i przejść jakieś 200-300 metrów. Wieża wysoka jest na kilka metrów, więc szczególnie z lornetką zobaczymy tu wiele. Jest też daszek, więc bez względu na pogodę wypijemy tutaj piwo. Pełna kultura.

 

Ocena

Tykocin jest małym, uroczym miasteczkiem, a małe, urocze miasteczka mają to do siebie, że policji nie ma tu wiele, a jak jest to i często przymknie oko na piwko w parku, czy rynku. Tak jest też i tutaj – w zasadzie to można się tutaj wszędzie napić, o wieży nie wspominając. W okolicach naszego „obserwatorium” niewielu ludzi się przewija, jest łąka, są wysokie trawy, są krzewy, są drzewa, więc możemy zaopatrzyć się w większy zapas piwa, bez torturowania pęcherza. Atmosfera i popularność na 3 i 4, bo tego tutaj praktycznie brak, ale cenić należy też sielskość-anielskość. Ogólna ocena bardzo przyzwoita.

 

(5.0/5) Atrakcyjność miejsca

(5.0/5) Aktywność policji

(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu

(3.0/5) Popularność

(5.0/5) Dostępność toalet

(4.4/5) Ogólna

 

 

Piwo

Byłoby słodko, czy może raczej goryczkowo, gdyby Tykocin posiadał swój browar. Jest tutaj przecież ulica Browarna! Ta jednak jest najprawdopobniej hołdem złożonym dawnemu browarowi (dziś to już tylko ruiny) w Jeżewie Starym. Browar ten należał w XIX wieku do Zygmunta Glogera. Ciekawskich odsyłam do „wszechnicy internetowej”, tj. Google, gdzie po wpisaniu odpowiednich haseł wyskoczy spora dawka wiedzy.

Skoro lokalne piwo legło w gruzach nie pozostaje nic innego, jak odesłać do innych okolicznych browarów. Z Białegostoku pochodzi klasyk – „Żubr” (potem smaku z dzieciństwa, czyli Dojlidy Classic), a z Łomży – „Łomża” (bardzo oryginalnie, jak to w Łomży). Z racji patriotyzmu regionalnego polecam to pierwsze piwo, ale i „Łomża” jest nizła i dostępna w kilku wersjach (od tzw. „granata” po intensywnie reklamowane marki „Eksport” i „Niepasteryzowane”).

 

 

Tykocin

Tykocin czy Tiktin można by spytać. Miasteczko liczy niespełna 2 tys. mieszkańców, ale swoim urokiem przebija niejedną metropolię. Tykocin to miejscowość zamieszkała niegdyś w większości przez społeczność żydowską. Pozostało po niej zabytki – Wielka Synagoga z Domem Talmudycznym i zabudowaniami podejrzewam technicznymi, kirkut oraz chaty. Dzisiaj tę kulturę można poznać odwiedzając wymienione zabytki, ucząc się z ekspozycji muzealnych czy obserwując inscenizacje.

Ulicą Złotą (mijając Stary Rynek) przejdziemy z Wielkiej Synagogi do Placu hetmana Stefana Czarnieckiego i kościoła Św. Trójcy. Wokół placu stoją również charakterystyczne jednopiętrowe białe chaty kryte czerwoną dachówką. Mieszczą się w nich różne instytucje gminne (np. biblioteka), a tuż za nimi płynie Narew. Warto również wyjść poza „centrum” by zobaczyć kościół Bernardynów, stare chaty i podlaskie życie wiejskie, które czasem wygląda na zakonserwowane przed kilkoma dekadami.

W Tykocinie, za rzeką, przed kilku laty odbudowany został zamek. Warto dodać, że to jeden z nielicznych tego typu obiektów na Podlasiu – po reszcie zostały albo ruiny, albo już tylko „Góry Zamkowe”. Twierdza została wzniesiona przez Zygmunta II Augusta (a więc z XVI wieku), ale wcześniej istniała tutaj twierdza Gasztołdów.

Ciekawostką jest bardzo liczna tutaj populacja bocianów dzięki której Tykocin nosi miano „Europejskiej Wioski Bocianiej”.

 

Polska

No co ja będę Wam tłumaczył? Sami wiecie jak jest. Trochę może o Podlasiu. W stolicy Białymstoku zachwyca Pałac Branickich (mieści się w nim obecnie Uniwersytet Medyczny), Ratusz, Katedra NMP, ale również kilka ulic w centrum (Rynek Kościuszki, Kilińskiego, Lipowa, Warszawska), kilka kościołów (św. Rocha, cerkiew św. Mikołaja), pałacyki pofabrykanckie i pewne pozostałości po kulturze żydowskiej, która stanowiła tutaj przed wojną żywioł dominujący. Warto również odwiedzić Supraśl, Choroszcz, Orlę, Krynki, Białowieżę, Bohoniki i Kruszyniany, Drohicznyn i Ciechanowiec.

Dwie ciekawostki. Białystok zupełnie jak Rzym położony jest na siedmiu wzgórzach. Wspomniałem powyżej również o kulturze żydowskiej. Z Białegostoku pochodził Ludwik Zamenhof – twórca języka esperanto. Jak to się stało, że białostoczanin stowrzył nowy język? Lata temu mieszkali tutaj obok sibie Polacy, Żydzi, Niemcy, Rosjanie, Białorusini i jeszcze kilka nacji, a Ludwiczek na targ biegać musiał to i smykałkę do języków miał.

Zakres tematyczny: Tykocin Brak komentarzy