North Avenue Beach
Kevin sam w domu? Każdego roku w czasie Bożego Narodzenia dowiadujemy się, że został sam. Nie ma jednak odpowiedzi, gdzie może wyjść na piwo. Do świąt jeszcze kilka miesięcy, ale pomimo tego podpowiem, gdzie w Chicago można wypić piwo. Zresztą dobrze się składa, że jeszcze kilka miesięcy, bo nasza chicagowska miejscówka to plaża przy North Avenue na Złotym Wybrzeżu (Gold Coast).
Północ, południe?
Miłośnicy pierwszego wrażenia na pewno wpadną w zachwyt, gdy zobaczą Jezioro Michigan i plażę... Gdyby zapomnieć, gdzie leży miasto i spojrzeć tylko na kolor wody i poczuć piasek między palcami to miejsce można wrzucić gdzieś nad Morze Karaibskie a nie daleką amerykańską północ. Proszę spojrzeć tylko na zdjęcia. Którz by powiedział, że to Chicago a nie Antyle?
Nasza piwna miejscówka to plaża i długi wybetonowany falochron, który świetnie nadaje się na degustację piwa i troszkę odpoczynku od miejskiego zgiełku. Latem pojawia się tutaj mnóstwo ludzi, zimą i jesienią jest dużo spokojniej. Jak wszędzie, gdzie spotyka się ląd i morze fajnie jest być „kul” – mieć rozwiniętą masę mięśniową, błyszczące okulary czy drapieżny tatuaż na ramieniu. A jak tego brak to nam piwo zostaje. Po kilku wszyscy są fajni.
Miejsce jak już wspomniałem jest piękne, może trochę zbyt popularne latem, a atmosfera być może jest nieco bananowa to nie zawsze jest tu łatwo miłośnikom piwa. Wiadomo – Stany kraj wojujących przeciwników alkoholu nie dopuszcza spożycia w miejscach publicznych. Tak też jest na tej plaży. Policja niestety wyposażona jest w rowery i chętnie tutaj zagląda (no tak, piękny widok...) toteż żeby nie dostać mandatu trzeba mieć oczy dookoła głowy. Z toaletami również nienajlepiej, bo przecież niezły tłumek wokół. Można skorzystać z dobrodziejstwa falochronu, ale i ten jest chętnie uczęszczany przez biegaczy. Latem zawsze można wskoczyć do wody i zasilić jezioro swoim źródełkiem.
Oceny
Choć dzisiejsza ocena nie jest mistrzowskim osiągnięciem to należy pamiętać, że bliskość centrum wielkiego miasta ma ten urok, że i służb porządkowych jest sporo i ptaszka nie wyciągniemy, gdzie nam się podoba. Warto jednak zwrócić uwagę na wspaniałe walory wizualne tego miejsca – turkusowa tafla wody mąconej falami, piaszczysta plaża i często piękne dziewczęta prezentujące swoje wdzięki. Kawałek dalej wieżowce wyrastające wysoko aż do nieba. Miejsce wspaniałe, każdy miłośnik piwa w plenerze będzie zachwycony.




(5.0/5) Atrakcyjność miejsca




(2.0/5) Aktywność policji




(4.5/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(4.5/5) Popularność




(2.0/5) Dostępność toalet




(3.6/5) Ogólna
Piwo
Stany Zjednoczone to kraj ogromny toteż i piw powinno być w bród. Okazuje się, że jest z tym różnie, bo popularne marki są bardzo niskiej jakości, a świetne mikrobrowary to fenomen raczej Zachodniego Wybrzeża. Najpopularniejsze marki piw w USA to Budweiser i Bud Light, ale żadnego z nich nie polecam. Jakie zamienniki? Kraj Wuja Sama to tygiel kulturowy, więc znajdziemy tutaj i piwa z całego świata. Chyba największym moim chicagowskim odkryciem była sieć sklepów Binny’s, gdzie półki uginały się pod naporem najróżniejszych marek z całego świata. Ach, to w Chicago po raz pierwszy spróbowałem piwa chorwackiego, nie było też problemu z dostaniem przysmaków polskich czy estońskich... Polecam szukać i eksperymentować.
A gdzie się zaopatrzyć przed wycieczką na plażę? Polecam sklep Treasure Island przy North Wells. Znajduje się on jakiś kilometr od plaży, ale jest w nim niezły wybór alkoholi (w tym importowanych).
Chicago
Chicago położone jest nad Jeziorem Michigan – jednym z Wielkich Jezior, które swoją powierzchnią potrafią zawstydzić nie jedno morze. Nasza miejscówka to jedna z plaż, ale wzdłuż chicagowskiego wybrzeża znajdzie się ich wiele więcej.
O tym mieście można powiedzieć wiele dobrego, ale i kszta złego się znajdzie. Oczywiście powodów do zachwytu jest dużo więcej, więc może zmienię kolejność i zacznę od tego, co tutaj przytłacza i nie będą to wieżowce. Jak mówią Amerykanie jest to jedno z najbardziej depresyjnych miast w kraju. Na szczęście tylko późną jesienią i zimą kiedy wieje, pada, grzmi. Ma to też swój urok – nie bez powodu Chicago nazywane jest Wietrznym Miastem. Ponoć kiedy w wąwozach wieżowców wieje ponad ludzkie siły wiązane są liny, których chytają się przechodnie i „wspinają” do kolejnych punktów miasta. Ot, taka ciekawostka.
Co oprócz jeziora i wiatru? Na pewno zwracają uwagę wieżowce – najwyższy w USA Willis Tower (dawniej nazywana Sears Tower; 442 metry) oraz znany John Hancock Center (344 metry) – z których podziwiać można panoramę miasta. To ulice chicagowskiego Down Town pojawiły się w kadrach Batmana. Zostając przy filmie – tutaj również kręcony był Kevin sam w domu, czy Wicker Park (Apartament).
Będąc w Chicago warto odwiedzić miejscowe muzea – szczególnie Muzeum Sztuki, które kradnie długie godziny. Miasto jest również Mekką miłośników dobrej muzyki. Szczególnie latem odbywa się tutaj wiele koncertów, a samo miasto znane jest na całym świecie z bluesa.
Wietrzne Miasto to także dziesiątki parków. Najpiękniejsze i najlepiej zadbane są te położone w pobliżu centrum. Chyba każdy pamięta instalację „Cloud Gate” (popularną „fasolę”) w Millennium Park w samym centrum miasta. Miejscowi uwielbiają pomniki, instalacje i sztukę użytkową. Jest tego mnóstwo w całym mieście.
I na koniec – jak cały kraj, tak i Chicago to ogromna mieszanka etniczna. Po niegdyś drugim największym polskim mieście na świecie nadal pozostało kilkuset tysięcy krajan zamieszkujących Jackowo i kilka innych dzielnic. Krocząc biało-czerwonymi śladami warto wstąpić do restauracji Czerwone Jabłuszko (Red Apple Buffet; North Milwaukee Avenue) – za dyszke można zjeść tyle, że przez następną godzinę będziemy się toczyć. Gwarantuję! Nie tylko Amerykanie i Polacy, ale dziesiątki innych narodowości zamieszkuje miasto toteż i zjemy, i najpijemy się każdego (nie)ziemskiego smaku.
Stany Zjednoczone
Gdyby opisać Stany – wszystkie piękne miejsca, kontrasty, paradoksy – trzeba by wydrukować ze 3 opasłe tomy. Nie będę jednak aż tak się rozpisywał, bo jeszcze kilka wspaniałych miejsc zostanie opisanych w kolejnych notatkach. Wymienię tylko kilka moich ulubionych miast. Na Wschodnim Wybrzeżu kosmopolityczny Nowy Jork, bardzo europejski Boston, stolicę Waszyngton, pamiętne schody filadelfijskie oraz olimpijską Atlantę. Na wyluzowanym Zachodnim Wybrzeżu należy wspomnieć o absolutnym numerze „1” – San Francisco, Los Angeles, San Diego z pięknym Coronado, Sacramento oraz Seatlle pełne mikrobrowarów oferujących świetne piwo.
USA to również zapierająca dech w piersi przyroda – chociażby Wielki Kanion albo Yellowstone. A to tylko początek...
PS. A tu jeszcze takie wspomnienie...

Zdjęcie pochodzi z tajnych archiwów Darka.
