Po dwóch przystankach w Polsce (w Warszawie i Krakowie) jedziemy w świat. Do bratanków – do Węgrów. W naddunajskiej stolicy tego kraju jest miejsce niezwykłe – Szabadság hid. Co to? A no most, po polsku Most Wolności.
Most łączy dwa brzegi rzeki, niegdyś niezależne miasta – Budę i Pest. Od strony wschodniej most zaczyna się na placu Fővám a od zachodniej pl. Św. Gallerta. Między tymi dwoma placami znajdują się trzy przęsła kratownicowego mostu. Most jest ma zielony skorodowany kolor. Na szczytach pylonów przesiadują mityczne węgierskie Turule. Dodam jeszcze tylko, że most został zbudowany pod koniec XIX w. Czas na ciekawostki… Most nazywany jest przez Węgrów mostem samobójców. Prawda, że fascynujące?
T-okaj
Jak tutaj się pije? Miło. Most jest ładnie podświetlony, zdobiony i znajduje się we wspaniałym miejscu. Jest piękny widok na oba brzegi Dunaju – zamek, katedrę, rzędy kamienic. Swobodnie można usiąść na niższych partiach kratownicy toteż jest to popularne miejsce na wieczorną degustację piwa czy nawet wina. Przychodzą tu miejscowi, przychodzą też turyści. Warto wybrać się tutaj już pierwszego wieczoru w Budapeszcie jest to jedno z takich miejsc, które nadaje miejscu charakteru.
Ocena
Miejsce jest umiarkowanie popularne, co z jednej strony znaczy, że policja raczej tu nie przeszkadza, a z drugiej, że i miejsca starczy na przęsłach. Z toaletą tutaj będzie problem. Jest bodajże BurgerKing przy placu Fővám, można też kawałek podejść między drzewka rosnące wzdłuż rzeki. Miejsce bardzo zacne.
(5.0/5) Atrakcyjność miejsca
(4.5/5) Aktywność policji
(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu
(4.5/5) Popularność
(3.5/5) Dostępność toalet
(4.3/5) Ogólna
Piwo
Węgrzy nie tylko Tokajem, ale i piwem się upijają! Dwie najpopularniejsze marki piwa to Dreher i Arany Ászok. Moje kubki smakowe mówią, że oba smakują bardzo podobnie. Mają lekki, orzeźwiający smak, a więc w sam raz na lato. Na Węgrzech jest też sporo „niemieckojęzycznych” piw – historia i klientela zapewne wymusiła taki wygląd półek sklepowych. Polecam jednak pozostanie przy lokalnych trunkach.
Buda, Pest, Óbuda – to wszystko razem tworzy Budapeszt. Miasto niegdyś konkurujące z Wiedniem o pierwszeństwo w kategorii piękna i majestatyczności w imperium cesarsko-królewskim jest dziś perłą nie tylko Węgier, ale i całej Europy. Historia miasta sięga czasów rzymskich, a więc Budapeszt ma czym się pochwalić.
Najpopularniejsze widoki ze stolicy Węgier to górujący nad miastem Zamek Królewski, wieczorami podświetlony. Gmach parlamentu węgierskiego. Liczne mosty przerzucone nad Dunajem. I oczywiście wspaniałe Stare Miasto i Aleja Andrássyego. Pod tymi hasłami kryją się również wspaniałe, majestatyczne budynki – m.in. Opera Narodowa, Muzeum Etnograficzne, Łaźnie Széchenyiego, Plac Bohaterów, Katedra św. Stefana i wiele, wiele innych. Budapeszt jest tak ogromnym źródłem przeróżnych zachwytów i wzruszeń, że najlepiej się tam wybrać. Kropka. Więcej już nie napiszę.
Węgry
Węgry to kraj troszkę schizofreniczny. Spójrzmy na mapę i spytajmy o granice Węgrów. Albo lepiej – przejdźmy się ulicą. Są mapy, liczne, ale jakieś przyduże, jakby nabrzmiałe. Wielkie Węgry. Oto odpowiedź. Dodajmy do tego język i kulturę, która jest jak wyspa na morzu słowiańszczyzny. No i niemczyzny i romańszczyzny. Węgrów zawsze trudno mi zrozumieć. A oni tego nie ułatwiają. Dobrze, koniec dywagacji.
Oprócz Budapesztu Węgry to również Balaton, Tokaj, Gulasz, Polak-Węgier-dwa-bratanki i kilka mieścinek. Mówią, że jeśli nad Balaton to do Balatonlele, ja natomiast polecam Siófok ze wspaniałym Hotelem Szabadi 3*. A Tokaja to i w Polsce można się napić. No może ciut zleżałego.
Brzmi intrygująco, prawda? I bardzo dobrze, bo to bardzo ciekawe miejsce. Lecimy do samego San Francisco – kolebki ruchu hippisowskiego, stolicy zachodnioamerykańskiego luzu i Mekki samobójców!
Historia, historia
Sam Hendrik Point nie bardzo wpasowuje się w tę liste kolebek, stolic i Mekk. Miejsce to leży na wzgórzach Marin Headlands właściwie już nie w San Francisco, a w miasteczku Sausalito po drugiej stronie mostu i cieśniny Golden Gate. Miejscówka jest częścią Fortu Baker, który miał niegdyś bronić wejścia do Zatoki San Francisco przed wojowniczymi Japończykami walczącymi w czasie II wojny światowej przeciwko Stanom Zjednoczonym. Ta część z kolei to bunkier z instalacją zwany Battery Spencer.
Tyle o historii, a współcześnie? Proszę państwa! Cóż za widok. Po pierwsze most Golden Gate w pełnej krasie. Pamiętacie wszystkie wspaniałe zdjęcia tego obiektu? OK., jak nie pamiętacie to odsyłam do galerii. Ale, ale! Właśnie tutaj zostały zrobione. Po drugie Zatoka San Francisco – niesamowity widok na wzgórza, na wyspy, na wybrzeża. Po trzecie wyjście na Ocean Spokojny. Po czwarte panorama zapierającego dech w piersiach San Francisco. Jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałem w swoim, hmmm..., krótkim życiu.
Dojdziemy albo dojedziemy tam mostem Golden Gate. Miłośnicy spacerów na pewno skorzystają z okazji – widoki z tego obiektu również niezwykłe. Długość przeprawy to jakieś 3 kilometry, wysokość od lustra wody do szczytu pylonu to ok. 230 metrów. Już na zjeździe z mostu trzeba pod nim przejść i dalej można wspinać się między drzewami lub szosą pod górę.
A samobójcy, o których wspomniałem we wstępie? Otóż z naszego pięknego mostu Golden Gate spada ich najwięcej. Historia głosi, że na swoje życie targnęło się tutaj ok. 2000 osób...
Ocena
Nie będę już powtarzał jak piękne jest to miejsce i przejdę do kwestii newralgicznych. Policji dużo tutaj nie zobaczymy, bo i komu chciałoby się tutaj wspinać... Choć z drugiej strony jest pięknie, więc i „donuta” fajnie jest skonsumować w tym miejscu. Pamiętać jednak należy, że Amerykanie (ci starsi) przewrażliwieni są na punkcie piwa, więc mogą różnie reagować. Druga kwestia – toalety. Sporo turystów się przewija, więc z potrzebą albo kawałek niżej między krzaczki, albo na drugą stronę szosy do bezpłatnych toalet (choć to spory kawałek). Pomimo wszystko miejsce jest piękne i warto tutaj dotrzeć chociażby czołgając się.
(5.0/5) Atrakcyjność miejsca
(4.5/5) Aktywność policji
(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu
(5.0/5) Popularność
(4.0/5) Dostępność toalet
(4.5/5) Ogólna
Piwo
Ponoć już tutaj w SanFran skosztować można lokalnego piwa, zajrzeć do minibrowaru, ale muszę się przyznać do grzechu zaniechania tudzież niespożycia. Moja wina. Moja wina. Moja bardzo wielka wina. Założę się, że piwo jest tutaj i złociste. I wyśmienite, jak nigdzie indziej na świecie. Cóż, pozostaje mi jedynie doradzić, jak w poście chicagowskim – darujcie sobie Budcokolwiek, a dorwijcie piwo importowane lub z minibrowaru. Więcej grzechów nie pamiętam. Serdecznie za nie żałuję i obiecuję poprawę.
Pieśń “San Francisco” specjalnie dla Piwo Naturalnie zaśpiewał Scott McKenzie. Dziękujemy. Wystarczy? Nie? No, dobrze, więc jeszcze kilka słów...
Scott śpiewał oczywiście o kwiatach pięknych jak z koszul hippisowskich, a te nadal znajdziemy w dzielnicy Haight-Ashbury, gdzie i domy na kolorowo, i ludzi z wyluzowanymi źrenicami zobaczymy i trawę w powietrzu poczujemy. Same wspaniałości. Hippisowskie melodie dobiegają również z pobliskiego parku, gdzie ot tak można się włączyć do gry z gitarą, fletem czy lutnią.
Ale nie samymi hippisami żyje San Francisco. Miasto to także kilka czy nawet kilkanaście, jak dobrze poszukać, dzielnic etnicznych. Największe Chinatown w całych Stanach Zjednoczonych, niewielka dzielnica włoska, na której poczujemy się jak w Rzymie, Małe Tokio i wiele innych. W dzielnicach położonych nad morzem poczujemy się jak nad Morzem Środziemnem – to niebo, te kolory... Już przy samym morzu złote piaski plaż i luksusowe łodzie. Jest tutaj także mnóstwo zieleni.
A na koniec zapraszam na ulicę Lombard, czyli najbardziej poskręcaną ulicę świata. Ulica znajduje się w dzielnicy zwanej Rosyjskim Wzgórzem.
Stany Zjednoczone
Stany już były maglowane, więc tym razem krótko i tematycznie. Zachodnie Wybrzeże znane jest ze swojego wyluzowanego sposobu bycia. I zaprawdę jest tutaj zdecydowanie przyjemniej niż w jakimkolwiek innym miejscu. Trawę czuje się tu na ulicach, uliczni grajkowie też nie próżnują. A do tego piękne plaże, mnóstwo słońca i palmy. I jak tu się nie relaksować. Bardzo polecam tę część Stanów Zjednoczonych. True love.