Murki
W strony rodzinne warto wracać. Nie zawsze jest czas, nie zawsze są możliwości, ale kiedy tylko można warto wrócić. I dziś jedziemy do krainy dzieciństwa autora. Dziś będziemy pić w Białymstoku. A w grodzie nad Białą, w stolicy Podlasia i Kresów jest kilka miejsc, gdzie warto siąść i rozkoszować się piwkiem na świeżym powietrzu. Tym razem zapraszam na tak zwane murki.
Beton
Murki to miejsce bliskie sercu wielu studentów Politechniki Białostockiej. Miejscówka znajduje się w pobliżu akademików przy ul. Zwierzynieckiej, niedaleko znajdują się budynki głównego kampusu tzw. polibudy. Murki to właściwie wjazd do bliżej niezidentyfikowanego budynku a wokół nich niewielki skwerek z krzakami i drzewami. Niezwykłość i siła miejsca to przede wszystkim pocieszność uczestników – studentów oraz popularność miejsca. Jest gwarnie i magia czasem się dzieje. Można tutaj nawet usłyszeć wszystkie hity weselne w wersji live!
Ocena
Murki są jednym z lepszych spośród ocenionych ostatnio miejsc. Policja tu właściwie nie zagląda, choć w drodze po alkohol do niedaleko położonego „Żaczka” można zostać wylegitymowanym i nagrodzonym. Żaczek to źródełko wódki i piwa, choć nie jest najtańszy to jest długo otwarty i blisko położony feralnego miejsca. Miejsce jest świetne pod względem dostępności toalet – można lać albo na mury położonych blisko budynków, albo w krzaki. Kobiety również nie narzekają w tej kwestii, co jest najlepszym dowodem i powodem by wysoko ocenić to miejsce.




(3.0/5) Atrakcyjność miejsca




(4.5/5) Aktywność policji




(4.5/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(4.5/5) Popularność




(5.0/5) Dostępność toalet




(4.3/5) Ogólna
Piwo
W Białymstoku jest jeden król i jest to król puszczy – Żubr. To piwo to klasa i cena zacna. Oprócz klasycznego Żubra w zielonej puszce czy butelce, wypuszczony ostatnio został farbowany, złoty. Fanem nie jestem, ale spróbować warto. Należy również sięgnąć nieco do historii i do wspomnień. Pierwsze zawroty głowy wystąpiły bowiem we wczesnych latach dzieciństwa po pamiętnym Dojlidy Classic. Browar Dojlidy produkuje dziś Żubra, który godnie kontynuuje tradycję niepodległego niegdyś browaru.
Zrobię również wyjątek i polecę tym razem i wódę pod chmurką, bo przecież miejscowy polmos produkuje takie specjały jak znana na całym świecie Żubrówka. Powstaje tutaj również Absolwent, ulubiony wśród studentów i uczniaków.
Jak widać w dzisiejszym poście brakuje zdjęć. Niestety autorowi nie było dane ich zrobić, pewnie był albo pod wpływem, albo zbyt leniwy. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie znaleźć legalne zdjęcia pilnie proszony jest o kontakt. A jak nie to będziecie czekać do wiosny!
Białystok
Cóż można powiedzieć o Białymstoku? Ci, co stąd nie pochodzą, a byli – byli dawno, ci co nie byli – nie mają o tym miejscu najmniejszego pojęcia. Białystok to miasto piękne, ale nie tak zwyczajnie, jak wszystkie inne opisane w przewodnikach. Tutaj piękna trzeba szukać w zaułkach, pytać ludzi, wsłuchiwać się w to co mówią miejscowi, czy przewracać karty historii.
Jest tu kilka staroci, które warto obejrzeć – Pałac Branickich zwany Wersalem Północy lub Wersalem Podlasia, Pałac Lubomirskich, pałacyki pofabrykanckie. Należy również przespacerować się ulicami – Kilińskiego z Pałacykiem Gościnnym, Rynkiem Kościuszki z Ratuszem, który nigdy nie był ratuszem, Lipową zakończoną chyba najwspanialszym przykładem modernizmu w Polsce – kościołem św. Rocha. Jest też Warszawska, jakby przypadkowo rzucona za niewielką rzekę Białą. Warto wspomnieć również, że tu urodził się Ludwik Zamenhof i tu stworzył esperanto. A kiedy wrócimy do Białegostoku to opowiem o białostockim klabingu.
A jaka będzie ciekawostka na dziś? Opowiem skąd się wzięła nazwa miasta. Większość ludzi rozmyślając nad pochodzeniem nazwy „Białystok” wyobraża sobie ośnieżone wzgórze. Może jest trochę w tym prawdy, bo przecież miasto zupełnie jak Rzym leży na siedmiu wzgórzach, ale nie do końca. Przed wiekami, Władysław Jagiełło buszując i polując w miejscowej puszczy zmęczony zatrzymał się nad niewielką rzeczką. Wody ów stoku, jak niegdyś nazywano strumienie, były tak białe, jak niegdyś określano czyste, że zachwycony król kazał zatrzymać się tutaj swojej drużynie na dłuższy wypoczynek. Tak powstała osada zwana Biały Stokiem, czyli Białymstokiem.
Polska
Drugi raz jesteśmy w Polsce Północno-Wschodniej – słowem problem. A może nie problem. Ta część kraju to najprawdziwszy spadek po Rzeczypospolitej Obojga Narodów – wielokulturowej i bogatej w wyznania i poglądy, to również posag II Rzeczypospolitej i nieuchwytnego smaku Kresów. Niektórzy mówią, że Białystok to stolica Kresów, które pozostały nam po II wojnie światowej. I rzeczywiście wielu ludzi wymawia tutaj „l” zamiast „ł”, tu jest zdecydowanie bardziej swojsko i naturalnie hipstersko niż nawet w najlepiej wyberszkowanej Warszawie. A za miastem nadal można spotkać Tatarów, swój renesans przeżywają kultury żydowska i wschodnia – białoruska czy ukraińska. Coraz więcej jest też przecież folkloru i dużo jest przyrody.
Žuta Tabija
Brzmi tajemniczo prawda? Bo w tej nazwie ukrytych jest już niemal 300 lat historii, a sam obiekt to bastion (dosłownie „Żółty Bastion”) będący częścią obwarowań Sarajewa wzniesionych w pierwszej połowie XVIII wieku.
Bo rozmiar też się liczy?
Bastion jest ośmiokątem z siedmioma ścianami o długośi 10 metrów każda i ósmą (północną) długą na 27,5 metrów. Grubość murów to 35 cm, a ich wysokość to 7,5 metra. Na szczyt bastionu można dostać się schodami opartymi o północną ścianę bastionu. To tyle o rozmiarach.
Dlaczego, łaj?
Łaj not. OK., dorze, bo miejsce jest piękne. Szczyt współcześnie przypomina raczej gaj czy polanę – wokół trawnika rosną wysokie drzewa. Na traweczce można sobie odpocząć, bo i trzeba kawałek się wspiąć na to wzniesienie. Murki też konkret, bo i o zaraz obok rosnące drzewo można się oprzeć i piwo postawić.
Jest to też trochę wystawa dla pięknych dziewcząt, które jak tuskówna-surykatka „pyszczek wystawiają do słońca” (co widać na załączonych zdjęciach). O surykatkach – można tutaj poznać forejnersów, którzy to przychodzą tutaj regularnie żeby na miasto spojrzeć z góry i ujęcie złapać jak należy. Dorzucić należy też lokalsów, których można podziwiać – tak! podziwiać, bo (co również widać na zdjęciach) potrafią przyjść w tradycyjnym stroju!
Ocena
Miejsce piękna, widok pierwsza klasa. Nie ma również tłumu, a przy tym obserwatorzy ludzkich zachowań będą mieli sporo rozrywki, w części „Dlaczego, łaj?” wyjaśniłem dlaczego. Policję widać było przejeżdżającą wzdłuż cmentarza położonego na zboczu wzgórza, więc możliwe, że i tę piękną miejscówkę może odwiedzić. Rzecz newralgiczna toalety – tutaj jest średnio, bo i samochody się pojawiają w okolicznej przysłoniętej krzakami drodze, i ludzie spacerują. Druga strona całkowicie odsłonięta, więc albo trzeba się porwać na trochę ekshibicjonizmu, albo trzeba zaczekać na powrót do centrum. Podsumowując ocena ogólna bardzo przyzwoita – 4,5, i dziś ministerstwo piwa przyznaje stypendium.




(5.0/5) Atrakcyjność miejsca




(4.5/5) Aktywność policji




(5.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu




(5.0/5) Popularność




(3.0/5) Dostępność toalet




(4.5/5) Ogólna
Piwo
Na bośniackich półkach sklepowych można odnaleźć kilka lokalnych marek. Chyba najpopularniejsze jest Sarajevsko i tego przysmaku trzymałem się w Bośni. Browary są również w Tuzli, Bihaciu (Preminger) i Banja Luce (Nektar). Piwo w sklepie kosztuje od nieco ponad 1 marki (ok. 2 zł), a w barach/pubach od 2 marek. Ciekawostką jest, że nie we wszystkich ogródkach można dostać piwo – pokłosie kultury picia kawy (choć ta wspaniała, turecka).
Wybierając się do twierdzy warto zaopatrzyć się w piwo, w którymś ze sklepów w centrum. W pobliżu brak odpowiedniej infrastruktury.
Sarajewo
Kto na hasło „Sarajewo” myśli wojna ręce do góry! Wszyscy? No tak, bo tu ślady wojny (1991-1995) widać na każdym dosłownie kroku. W ścianach domu bez problemu zobaczymy powybijane kulami dziury i pociskami kratery (no może trochę przesadzam). Na chodnikach natomiast warto zwrócić uwagę na czerwone plamy – to tzw. „Róże Sarajewa”. Są to miejsca, w których ktoś zginął trafiony pociskiem czy granatem, a czerwona farba ma przypominać o tej tragedii.
Przy głównej ulicy – Marszałka Tito zobaczymy również szklany pomnik poświęcony dzieciom poległym w oblężonym podczas wojny mieście. Niedaleko można również zobaczyć jedną z „róż” rozlanych na asfaltowym chodniku. Ciekawostką jest również, że w lipcu tego roku przy tejże ulicy otwarto pierwszy w Bośni McDonald’s, w którym warto się pokazać. Wszyscy się pokazują.
To może coś miłego. Sarajewo to bardzo długie miasto – położone w dolinie rzeki Miljacka. Tak na dolinę i miasto, jak i na zbocza wzgórz rozciąga się wspaniały widok. Najlepsze punkty widokowe to nasza twierdza lub wieżowiec Avaz Twist Tower (172 metry wysokości z anteną; wjazd na taras widokowy kosztuje jedną markę). Kuszące są również szczyty wzgórz, pamiętać jednak trzeba, że łąki mogą być niebezpieczne – w całym kraju nadal jest ok. 2 mln niezdetonowanych min.
Centrum to niewielka aczkolwiek bardzo urocza starówka, gdzie możemy podziwiać różne wpływy architektorniczne – od orientalnych (osmańskich) wzorów po typowe kamienice z okresu panowania austro-węgierskiego. Ta różnorodność odzwierciedla się nie tylko w kształtach linii budynków, ale również w religiach i narodowościach zamieszkujących miasto. Choć była wojna, to o różnych tradycjach żyją tu w pokoju obok siebie – muzułmanie, prawosławni, katolicy. Czymś pięknym jest usłyszeć muezina w słowiańskim kraju...
A na koniec garść ciekawostek. Sarajewo gościło Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 1984 roku – ślady widać do dziś, a włodarze reklamują je jako miasto olimpijskie. Wygląda na to, że podążamy za sportem i rekreacją... Czy pisałem już, że te piwo, dwa czy kilka to wszystko dla zdrowotności?
Ciekawostka nr 2. Gustaw Eiffel w Paryżu skonstruował wieżę, a w Sarajewie most (też cały ze stali). Ale to nic, bo dwie przeprawy dalej Gawriło Princip zastrzelił w 1914 roku austriackiego następcę tronu Franciszka Ferdynanda co rozpętało w Europie I wojnę światową. I to dopiero ten most (Łaciński) jest znany. Dziękuję.
Bośnia i Hercegowina
I co dorzucić o kraju? Mógłbym napisać „wspaniali ludzie” i na tym skończyć. Na prawdę są wspaniali, ale Mostar i wspaniałe, długie wybrzeże również są wspaniałe. OK., z tym wybrzeżem to żarcik – chociaż jest piękne to Bośniacy mają 17 km wybrzeża, na którym położone jest miasto Neum. Polecam! Na marginesie, przybysze uczą się otwartości i gościnności miejscowych, występuje efekt mnożnikowy, czy coś takiego, ekonomiści na pewno wiedzą o co chodzi. Może powinniśmy jechać, wracać i zarażać?
Co więcej – góry, doliny, wsie, wioseczki i... piramidy! W Visoko możemy zobaczyć wzgórza gęsto porośnięte, ale o niezwykle regularnych kształtach. Jest ich 4, a najbardziej popularne to piramidy Słońca i Księżyca.
PS.
Wrzucam zdjęcia miejscówek, ale być może drodzy czytelnicy zainteresowani są również całymi miastami i państwami opisywanymi w kolejnych notatkach? Hmmm?
Piwo naturalnie!
Na początek należałoby napisać kilka słów wyjaśnienia. Jak widać jest/będzie to blog. Będę opisywał, polecał, oceniał miejsca - w Polsce i na świecie, w których warto napić się piwa. Nie będzie pubów, będą parki, będą ruiny, będą skwery, itd. Tematyka być może oryginalna, ale związana z moimi 2, no może 3 miłościami - z piwem, podróżowaniem i przyrodą. I mamy 3p.
Jak to będzie działać? Będę opisywał i oceniał miejsca. Jak dotrzeć? Gdzie i jakie piwo nabyć? Samo miejsce będę oceniał w kilku kategoriach, w których będę przyznawał gwiazdki... tj. kapsle. Atrakcyjność miejsca, aktywność policji, atmosfera panująca w danym miejscu, popularność oraz dostępność (oczywiście) naturalnych toalet.
Będzie też oczywiście trochę i o miastach, i o państwach, i o piwie tamże produkowanym. Wszystko zostanie pięknie zilustrowane.
Już teraz mam listę kilkudziesięciu rekomendacji od San Francisco po Lwów, a bądźcie pewni, że ta lista jest na bieżąco uzupełniana. Czekam też na Wasze propozycje!
Pamiętajcie! Myśl globalnie, pij lokalnie! Jeśli podoba Ci się pomysł dorzuć się do piwa!

