Piwo Naturalnie Myśl globalnie. Pij lokalnie.

30sie/111

Pirogovi Park

„Zakaz picia alkoholu”, „zakaz grillowania”, „nie deptać trawnika”, czy innne zabawne regulaminy – to polskie parki. Jak sprawy się mają w Tartu w Estonii? Jest taki park nazwany na cześć niejakiego Mikołaja Iwanowicza Pirogowa, gdzie spożycie alkoholu zostało zalegalizowane. Trawa rośnie dalej, wszyscy są szczęśliwi.

 

Alkohol? Publicznie? Legalnie?

Tak! Uściślając. Wypijemy tutaj piwko czy ciderka, ale mocniejsze alkohole nie wchodzą w grę. Także czasowo limitowana jest ta wolność. Park jest otwarty dla miłośników piwa od połowy marca do połowy października. Tutaj pełne zrozumienie – śnieg leży długo i jest go dużo w Estonii. I temperatury – jak w Egipcie, ale z minusem przed numerkiem.

Pięknie, prawda?

 

Butelkowa mafia

Najzabawniejsze w tej całej historii jest to, że ci którzy zdecydowali się „skropić” to miejsce piwem mają park tuż pod oknem. Być może sam park nie należy do najpiękniejszych – trawka, drzewka, ławeczki, ale otocznie jest zacne. Na północ, przy ulicy Ülikooli (Uniwersyteckiej) stoi piękny barokowy ratusz, od zachodu ulica Lossi z budynkami uniwersyteckimi. Niedaleko, właściwie w parku popularny pub potocznie nazywany „Pussi”, a nad głowami obserwatorium astronomiczne.

Jeszcze bardziej „klimatyzują” to miejsce jego amatorzy. Jak to w mieście studenckim – przychodzą tu miejscowi żacy, a oprócz nich alternatywna młodzież, trochę żulerii i... butelkowa mafia. Ponoć działa prężnie i zanim szkło podniesiesz z trawnika poproś o pozwolenie bosa!

 

Ocena

Park to ścisłe centrum miasta i wydawałoby się, że to nic dobrego dla fana browarka w plenerze. Okazuje się jednak, że przy odrobinie otwartości umysłów rajców miejskich może powstać bardzo klimatyczny skwerek, gdzie w spokoju można wysączyć lokalne piwko. Jak to w centrum miasta policji jest trochę, ale zajmuje się dbaniem o czystość ławek a nie bieganie z alkomatem, więc jest spokój.

Kolejna newralgiczna sprawa toalety. Jest toitoi, ale kto lubi zaglądać do tych klatek? No właśnie. I tutaj jest wspaniałe rozwiązanie. Jak przystało na miasto studenckie, budynki uniwersyteckie stoją otworem. Przy ulicy Lossi znajduje się jeden z jego budynku, gdzie w pełnym komforcie załatwimy swoją potrzebę.

Oprócz atrakcyjności wizualnej, wszystko na piąteczki, więc jest też wysoka łączna ocena 4,8. I znów stypendium.

(4.5/5) Atrakcyjność miejsca

(5.0/5) Aktywność policji

(5.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu

(5.0/5) Popularność

(5.0/5) Dostępność toalet

(4.8/5) Ogólna

 

Piwo

O estońskim piwie była już mowa, ale tym razem spojrzymy na temat z drugiej strony. Przypomnę tylko, że Estonią rządzą dwa duże browary – Saku z Tallina i A. le Coq z Tartu. I oczywiście w Tartu pije się ten drugi. Najbardziej popularny jest Premium (nieco poniżej 5%; popularnie nazywany „Prems”), bardzo dobry jest Special. Wielu studentów niemal kocha piwko Alexander (popularnie zwany „Sassi”) choć ja w tym nie gustuję.

Piwo można zdobyć w sklepie SuperAlko przy Rüütli 4, albo w markecie Comarket przy Küüni 7. Jak już wspominałem w poprzednich postach piwo w sklepach kosztuje ok. 1 euro.

 

Ciekawostka. Są tylko trzy zdjęcia, a spożyłem tam setki browarów. Ciekawe dlaczego...

 

Tartu

Ach, Tartu! Ile razy można powtórzyć, że studenckie? Wiele. Bardzo wiele. Tyle ilu studentów tutaj się przechadza. Jest uniwersytet i są inne uczelnie, ale to co kradnie serca na zawsze to Duch Tartu. Nikt go nigdy nie widział, ale wszyscy wiedzą, że jest. A gdzie jest?

Puby, kluby, bary... Pozwolę sobie na przedstwienie kilku ulubionych. Möku – tu popularność przerosła powierzchnię piwnicy i ogromne tłumy bujają się na ulicy w rytm pitego piwa. Tłumy są zawsze i tak samo zawsze znajdzie się potężna grupa osób, która chętnie pozna twoją historię, pożartuje, napije się, zaprowadzi na inną imprezę, czy jeszcze gdzie tam chcesz... Tam musi wpadać Duch Tartu. Zavood – stary, ale jary. Choć to miejsce swoje lata świetności przeżywało może 3 czy 4 sezony temu to nadal zaprasza imprezowych weteranów. W Illegardzie warto wybrać się na Ligę Mistrzów. W Pussi można pojeździć na byku. W Krooksie spotkać dziwaków i nacjonalistów. Genialistide to już coś pomiędzy pubem, barem i alternatywnym klubem. Bardzo zacne miejsce, które wabi swoim klimatem. (Teine) Maailm to niegdyś klub z milionem pięknych dziewcząt, wspaniałym naleśnikiem nadziewanym kurczakiem w ciągu dnia i przyjemnym piwem wieczorem. Dziś to już trochę taka imprezownia. Małolaty poznaje się w Illusion.

Warto również zajrzeć do akademików – szczególnie do tego przy Raatuse. Tu żyje międzynarodowa brać studencka. Tu musi być wesoło.

Jak już uda się wyciągnąć dziewczynę z klubu to warto ją zabrać na kawkę. Polecam Cafe Noir. Bardzo przyjemne miejsce, z delikatną muzyką i ciekawym wystrojem. Wiosną i latem warto przysiąść w którejś z kawiarń przy rynku (Raekoja plats) i cieszyć się wspaniałym widokiem na historyczne zabudowania.

To tyle w pierwszym odcinku o Tartu. Będą kolejne, więc i kolejne atrakcje zostaną opisane.

 

Estonia

O Estonii już pisałem, więc może tym razem z perspektywy miejsca, w którym dziś jesteśmy. Estonia to kraj, gdzie nie tylko podziwiać można piękną przyrodę, ale również folklor i wspaniałe kobiety. Te trzy elementy (przyroda, dziewczyny, folklor) składają się na teorię perfekcyjnego trójkąta, która tłumaczy dlaczego ludzie, którzy tu pojawiają się zakochują się w tym kraju bez reszty.

A przyroda to przede wszystkim wspaniłe parki narodowe (Lahemaa, Soomaa), ale też jeziora, rzeki, bagna, lasy, łąki... W południowej Estonii odnajdziemy również liczne mniejszości narodowe. Setu to ugrofińska grupa, która ma swój język i tradycje będące mieszanką estońsko-rosyjską. Wzdłuż Jeziora Pejpus żyją natomiast Staroobrzędowcy, którzy przeprawili się przez jezioro przed wiekami w poszukiwaniu spokoju przed rosyjskimi prześladowcami. To w skrócie, bo muszę coś jeszcze zostawić na kolejne posty.

Zakres tematyczny: Tartu 1 Komentarz
14sie/113

Linnahall

Ci, co znają mnie wiedzą, że nie mógłbym zacząć inaczej niż od Estonii. Tak, strzał w dziesiątkę! Pierwsza rekomendacja – Linnahall w Tallinie. Tego miejsca nie mógłbym nawać inaczej niż perła na piwno-naturalnej mapie świata!

 

Trochę historii

Rok 1980, Tallinn, Estońska Republika Sowiecka... W mieście pojawiły się cytrusy i banany, zachodnie gazety, a telefony przebijały sie nawet przez żelazną kurtynę...

Zakończono też wylewanie tysięcy ton betonu, w całym mieście pojawiły się kosmiczne konstrukcje i tysiące schodów. Gdyby je wszystkie ustawić w jednym miejscu, skonsolidować w jedną wielką klatkę schodową to powstałyby schody do nieba, o których spiewał Led Zeppelin... Powstało wiele budynków w mieście (o których nie tylko w tym poście, ale w przyszłości również...), tak też powstał monumentalny Linnahall. Ponoć w kształcie estońskiego symbolu narodowego – chabra bławatka, ale któż zobaczy tam ten kwiat? No, może w kapslach powtykanych miedzy betonowe płyty...

Po co to wszystko? Na Olimpiadę moskiewską i regaty, ktore odbywały sie właśnie w Tallinie (konkurencje rozgrywano również w Kijowie, Leningradzie i Mińsku).

 

What so special?

Linnahall to góra betonu, z której rościąga się wspaniały widok na Morze Bałtyckie, port, zabudowania pofabryczne, tallińskie Stare Miasto i niewielkie city. Warto tutaj przyjść i w ciągu dnia, i wieczorem kiedy budynki miasta są rozświetlone.

To co wyróżnia Linnahall to właśnie tony betonu, setki stopni i historia, którą można poczuć w powietrzu...albo pod nogami. Policja tutaj właściwie nie zagląda (a komu chciałoby się służbowo wspinać po tych schodach!?). Pojawia się tutaj tylko miejscowa młodzież (najczęściej rosyjskojęzyczna), turyści polujący na niezwykłe ujęcia, a zwolennicy zimnego browara cieszą się urokiem tego miejsca. Tak, ci ostatni to my. Miejsce nie jest więc zatłoczone za co otrzymuje ogromny plus a przy tym można poznać ciekawe osobowości.

Kwestia newralgiczna – piwo i toalety. O piwie poniżej, a o toaletach już teraz. W tej kwestii mogłoby być lepiej, ale i tak nie jest źle – albo za murkiem, albo poziom czy dwa niżej i pod całą tą konstrukcją. Jest tam ni to hangar, ni to przejazd, ni to wysypisko, gdzie spokojnie można ulżyć i sobie, i pęcherzowi.

 

Oceny

Tka jak nie szczędziłem pochwał, tak nie szczędzę dobrych ocen. Każda kategoria niemal na piątkę! Gdyby jeszcze lepiej było z toaletą byłby perfekcyjny wynik. Średnia ocen 4,8. Świadectwo z czerwonym paskiem, stypendium od samego ministra!

(5.0/5) Atrakcyjność miejsca

(5.0/5) Aktywność policji

(5.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu

(5.0/5) Popularność

(4.0/5) Dostępność toalet

(4.8/5) Ogólna

 

Piwo

Piwo można nabyć albo na pobliskiej stacji benzynowej (Statoil), albo w porcie, albo po drodze ze Starego Miasta. Na stacji benzynowej jest ono oczywiście nieco droższe i jest mniejszy wybór. W porcie jest już lepiej pod tym względem choć w marketach może być fiński tłok i gwar. Jeśli ktoś wybiera się ze Starego Miasta można zajrzeć do supermarketu Rimi przy ul. Aia. Wybór spory, choć często piwa są ciepłe. Warto zauważyć, że średnia cena piwa w Estonii w sklepie to 1 euro. Można znaleźć i taniej, i drożej – od ok. 60 centów w górę.

Miejscowe tallińskie piwo pochodzi z browaru Saku. Klasyk to Originaal, choć to jest nieco słabsze – ma nieco powyżej 4% alkoholu. Smaczne jest Saku Kuld (Złote), które jest też nieco droższe. Dostępna jest cała feria piw – warto degustować, a nuż coś przypadnie do gustu kubkom smakowym.  Inne browary to A. Le Coq z Tartu (już wkrótce i o tym), które walczy z Saku o palmę pierwszeństwa w kraju. Jest też kilka mniejszych browarów. Warto zwrócić uwagę na piwa Puls, które choć mniej popularne wyróżniają się świetnym smakiem.

 

 

Tallinn

Tallinn w tym roku jest Europejską Stolicą Kultury, a więc jednym słowem – dzieje się! W mieście oprócz wypicia lokalnego piwa na łonie postindustrialnych obiektów, warto odwiedzić kilka barów – Levist Väljas (ul. Olevimägi; wspaniałe miejsce!), Hell Hunt (ponoć pierwszy pub w Estonii), Nimeta (pol. Bez nazwy; tutaj przybywa międzynarodowo-bananowo-pospolita młodzież – wiele można zobaczyć i wiele się nauczyć). Co ambitniejsi powinni się przejść po Starym Mieście (est. Vanalinn, Lista UNESCO i te sprawy), zajrzeć do Muzeum Sztuki KUMU, odwiedzić Pałac i Park Kadriorg. Leniwym polecam jedną z miejskich plaż, np. Pirita.

 

Estonia

Estonia (est. Eesti) to kraj mały, ale niezwykle uroczy. Wszyscy ci, którzy wybierają się do Finalndii i chcą tylko na chwile zatrzymać się w Tallinie już teraz powinni zrewidować swoje plany. Wierzcie mi, Estonia uzależnia – nie tylko piwo, likier Vana Tallinn, ale też kraj i przede wszystkim ludzie.

Co w nich takiego niezwykłego? Ano bardzo przyjaźni są, lubią obcokrajowców i można nieźle się z nimi pobawić. Jeśli występuje dystans to raczej dlatego, że niektórzy są nieśmiali, a być trendy to raczej pisać wiersze, czy śpiewać niż nosić modne majtki.

W Estonii warte polecenia są największe miasta – stolica Tallinn i studenckie Tartu, oraz mniejsze – Pärnu (Parnawa), Viljandi czy intrygująca Narva. Warto również zajrzeć na prowincję i odwiedzić Park Narodowy Lahemaa, Park Narodowy Soomaa, wyspy – największa to Saaremaa, gęsto zalesiona Hiiumaa, czy mniejsze – Kihnu, Ruhnu itd.

 

PS.

To pierwszy „przewodniczący“ post, więc czekam na Twój komentarz. Może więcej o rekomendowanym miejscu? A może o piwie? Może więcej o mieście lub kraju? A może jeszcze coś innego? Lubię odbierać maile, czekam na Twój list!

Zakres tematyczny: Tallinn 3 Komentarze