Co jest stolicą Kalifornii? Nie Los Angeles, nie San Francisco, nie, nie, nie. Otóż Sacramento jest stolicą Kalifornii! A dzisiaj napijemy się w bardzo zacnym miejsce – w Capitol Park (Park Kapitoliński). Park położony jest już za stanowym Kapitolem, więc wędrując w kierunku białej kopuły szybko tutaj dotrzemy.
Park Kapitoliński jest spokojnym miejscem położonym w centrum miasta, więc nie ma stąd daleko do najróżniejszych przybytków. Jest porośnięty ładną trawką, kwiatami, krzakami i drzewami (rosną tu palmy!). Miłośnicy chętnie przespacerują się po sąsiedztwie, bo postawiono tutaj niezłą architekturę (jak na amerykańskie warunki).
Artystycznie…
Żeby nie było, że promuję tylko alkoholizm i brak kultury. Alkohol w miejscu publicznym, jak i miejsce publiczne potrafią inspirować. Częścią parku jest Międzynarodowy Ogród Róż Światowego Pokoju. Osobliwa nazwa. Taki oto wiersz popełniłem wypoczywając w Parku Pokoju.
in the peace park
what is peace?
you've asked me
these colors these flowers
chased by the warm wind
trees reaching the sky
and green carpets of grass
all these small things
in their harmony
and you between them
with them
and me with you
this is my peace
I co, można? Można!
Ocena
Pomimo tego, że miejsce położone jest w centrum miasta to jest dosyć spokojnie i z łatwością można usiąść w miejscu, do którego przejeżdżająca policja nie zajrzy. Z toalety można skorzystać pod drzewem. Jest tutaj na tyle gęsto, że i wyspać się można za krzakiem (choć trudno ocenić kto nas zbudzi – jak to w Stanach). Fajne miejsce, ale trochę mu brakuje do mistrzów.
(4.0/5) Atrakcyjność miejsca
(4.5/5) Aktywność policji
(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu
(4.0/5) Popularność
(4.0/5) Dostępność toalet
(4.1/5) Ogólna
Piwo
I znów wracamy do amerykańskiego piwa. Cóż mam powiedzieć? Idźcie i eksperymentujcie! Chciałbym powiedzieć, gdzie powinniście pójść, żeby zakupić produkty niezbędne do testów, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, gdzie znajduje się najbliższy sklep… Starość… Ach, zaraz… było coś przy Cesar Chavez Plaza Park (10-a ulica).
Sacramento nie należy do największych miast, więc jego wszystkie atrakcje można zobaczyć w ciągu jednego dnia. Jak wcześniej wspomniałem Park Kapitoliński leży w samym sercu miasta tuż przy Kapitolu. Tutaj też jest trochę zabytków, którym warto przyjrzeć się – są to przede wszystkim budynki rządowe. Niedaleko, bo przy 11-ej ulicy położony jest Katedra Błogosławionego Sakramentu. Przy 14-ej i 16-ej znaleźć można ciekawe bary, albo zabłąkane dziewczęta.
W pobliżu rzeki Sacramento, pomiędzy lustrem wody a autostradą Golden State jest niewielkie stare miasto (tak!) , które przypomina to co można było zobaczyć na Westernach, a więc drewniane chaty, kurz, konie. Ciekawe miejsce, szkoda, że w dużej mierze okupowane sklepy z byle czym. Niedaleko jest dawny dworzec kolejowy i port na rzece. Wędrując wzdłuż rzeki na północ (jest ścieżka pieszo-rowerowa) można dotrzeć do punktu uzdatniania (?) wody skąd rozciąga się i ciekawy widok na rzekę i do środka można zajrzeć.
Stany Zjednoczone
O Stanach już było, o Kalifornii też już wspominałem. Może tylko uzupełnię, że ten stan to nie tylko słońce, bo kilkaset kilometrów na wschód można w środku lata cieszyć się zimą, czy zamiast palm sekwoje oglądać. Dobrze to tyle o przyrodzie. Ciekawostka będzie.
W Stany Zjednoczone składają się z 50 stanów. Liczba jest nieco mistyczna, bo niektórzy Amerykanie robią z niej czy to motyw swoich działań – jak np. Sufjan Steven, który zapowiedział przygotowanie 50 albumów muzycznych każdy dedykowany innej części państwa. Rozpoczął od Illinois(e). Inni skończyli na podstawówkowym przeboju „Fifty Nifty”.
Brzmi intrygująco, prawda? I bardzo dobrze, bo to bardzo ciekawe miejsce. Lecimy do samego San Francisco – kolebki ruchu hippisowskiego, stolicy zachodnioamerykańskiego luzu i Mekki samobójców!
Historia, historia
Sam Hendrik Point nie bardzo wpasowuje się w tę liste kolebek, stolic i Mekk. Miejsce to leży na wzgórzach Marin Headlands właściwie już nie w San Francisco, a w miasteczku Sausalito po drugiej stronie mostu i cieśniny Golden Gate. Miejscówka jest częścią Fortu Baker, który miał niegdyś bronić wejścia do Zatoki San Francisco przed wojowniczymi Japończykami walczącymi w czasie II wojny światowej przeciwko Stanom Zjednoczonym. Ta część z kolei to bunkier z instalacją zwany Battery Spencer.
Tyle o historii, a współcześnie? Proszę państwa! Cóż za widok. Po pierwsze most Golden Gate w pełnej krasie. Pamiętacie wszystkie wspaniałe zdjęcia tego obiektu? OK., jak nie pamiętacie to odsyłam do galerii. Ale, ale! Właśnie tutaj zostały zrobione. Po drugie Zatoka San Francisco – niesamowity widok na wzgórza, na wyspy, na wybrzeża. Po trzecie wyjście na Ocean Spokojny. Po czwarte panorama zapierającego dech w piersiach San Francisco. Jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałem w swoim, hmmm..., krótkim życiu.
Dojdziemy albo dojedziemy tam mostem Golden Gate. Miłośnicy spacerów na pewno skorzystają z okazji – widoki z tego obiektu również niezwykłe. Długość przeprawy to jakieś 3 kilometry, wysokość od lustra wody do szczytu pylonu to ok. 230 metrów. Już na zjeździe z mostu trzeba pod nim przejść i dalej można wspinać się między drzewami lub szosą pod górę.
A samobójcy, o których wspomniałem we wstępie? Otóż z naszego pięknego mostu Golden Gate spada ich najwięcej. Historia głosi, że na swoje życie targnęło się tutaj ok. 2000 osób...
Ocena
Nie będę już powtarzał jak piękne jest to miejsce i przejdę do kwestii newralgicznych. Policji dużo tutaj nie zobaczymy, bo i komu chciałoby się tutaj wspinać... Choć z drugiej strony jest pięknie, więc i „donuta” fajnie jest skonsumować w tym miejscu. Pamiętać jednak należy, że Amerykanie (ci starsi) przewrażliwieni są na punkcie piwa, więc mogą różnie reagować. Druga kwestia – toalety. Sporo turystów się przewija, więc z potrzebą albo kawałek niżej między krzaczki, albo na drugą stronę szosy do bezpłatnych toalet (choć to spory kawałek). Pomimo wszystko miejsce jest piękne i warto tutaj dotrzeć chociażby czołgając się.
(5.0/5) Atrakcyjność miejsca
(4.5/5) Aktywność policji
(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu
(5.0/5) Popularność
(4.0/5) Dostępność toalet
(4.5/5) Ogólna
Piwo
Ponoć już tutaj w SanFran skosztować można lokalnego piwa, zajrzeć do minibrowaru, ale muszę się przyznać do grzechu zaniechania tudzież niespożycia. Moja wina. Moja wina. Moja bardzo wielka wina. Założę się, że piwo jest tutaj i złociste. I wyśmienite, jak nigdzie indziej na świecie. Cóż, pozostaje mi jedynie doradzić, jak w poście chicagowskim – darujcie sobie Budcokolwiek, a dorwijcie piwo importowane lub z minibrowaru. Więcej grzechów nie pamiętam. Serdecznie za nie żałuję i obiecuję poprawę.
Pieśń “San Francisco” specjalnie dla Piwo Naturalnie zaśpiewał Scott McKenzie. Dziękujemy. Wystarczy? Nie? No, dobrze, więc jeszcze kilka słów...
Scott śpiewał oczywiście o kwiatach pięknych jak z koszul hippisowskich, a te nadal znajdziemy w dzielnicy Haight-Ashbury, gdzie i domy na kolorowo, i ludzi z wyluzowanymi źrenicami zobaczymy i trawę w powietrzu poczujemy. Same wspaniałości. Hippisowskie melodie dobiegają również z pobliskiego parku, gdzie ot tak można się włączyć do gry z gitarą, fletem czy lutnią.
Ale nie samymi hippisami żyje San Francisco. Miasto to także kilka czy nawet kilkanaście, jak dobrze poszukać, dzielnic etnicznych. Największe Chinatown w całych Stanach Zjednoczonych, niewielka dzielnica włoska, na której poczujemy się jak w Rzymie, Małe Tokio i wiele innych. W dzielnicach położonych nad morzem poczujemy się jak nad Morzem Środziemnem – to niebo, te kolory... Już przy samym morzu złote piaski plaż i luksusowe łodzie. Jest tutaj także mnóstwo zieleni.
A na koniec zapraszam na ulicę Lombard, czyli najbardziej poskręcaną ulicę świata. Ulica znajduje się w dzielnicy zwanej Rosyjskim Wzgórzem.
Stany Zjednoczone
Stany już były maglowane, więc tym razem krótko i tematycznie. Zachodnie Wybrzeże znane jest ze swojego wyluzowanego sposobu bycia. I zaprawdę jest tutaj zdecydowanie przyjemniej niż w jakimkolwiek innym miejscu. Trawę czuje się tu na ulicach, uliczni grajkowie też nie próżnują. A do tego piękne plaże, mnóstwo słońca i palmy. I jak tu się nie relaksować. Bardzo polecam tę część Stanów Zjednoczonych. True love.
Kevin sam w domu? Każdego roku w czasie Bożego Narodzenia dowiadujemy się, że został sam. Nie ma jednak odpowiedzi, gdzie może wyjść na piwo. Do świąt jeszcze kilka miesięcy, ale pomimo tego podpowiem, gdzie w Chicago można wypić piwo. Zresztą dobrze się składa, że jeszcze kilka miesięcy, bo nasza chicagowska miejscówka to plaża przy North Avenue na Złotym Wybrzeżu (Gold Coast).
Północ, południe?
Miłośnicy pierwszego wrażenia na pewno wpadną w zachwyt, gdy zobaczą Jezioro Michigan i plażę... Gdyby zapomnieć, gdzie leży miasto i spojrzeć tylko na kolor wody i poczuć piasek między palcami to miejsce można wrzucić gdzieś nad Morze Karaibskie a nie daleką amerykańską północ. Proszę spojrzeć tylko na zdjęcia. Którz by powiedział, że to Chicago a nie Antyle?
Nasza piwna miejscówka to plaża i długi wybetonowany falochron, który świetnie nadaje się na degustację piwa i troszkę odpoczynku od miejskiego zgiełku. Latem pojawia się tutaj mnóstwo ludzi, zimą i jesienią jest dużo spokojniej. Jak wszędzie, gdzie spotyka się ląd i morze fajnie jest być „kul” – mieć rozwiniętą masę mięśniową, błyszczące okulary czy drapieżny tatuaż na ramieniu. A jak tego brak to nam piwo zostaje. Po kilku wszyscy są fajni.
Miejsce jak już wspomniałem jest piękne, może trochę zbyt popularne latem, a atmosfera być może jest nieco bananowa to nie zawsze jest tu łatwo miłośnikom piwa. Wiadomo – Stany kraj wojujących przeciwników alkoholu nie dopuszcza spożycia w miejscach publicznych. Tak też jest na tej plaży. Policja niestety wyposażona jest w rowery i chętnie tutaj zagląda (no tak, piękny widok...) toteż żeby nie dostać mandatu trzeba mieć oczy dookoła głowy. Z toaletami również nienajlepiej, bo przecież niezły tłumek wokół. Można skorzystać z dobrodziejstwa falochronu, ale i ten jest chętnie uczęszczany przez biegaczy. Latem zawsze można wskoczyć do wody i zasilić jezioro swoim źródełkiem.
Oceny
Choć dzisiejsza ocena nie jest mistrzowskim osiągnięciem to należy pamiętać, że bliskość centrum wielkiego miasta ma ten urok, że i służb porządkowych jest sporo i ptaszka nie wyciągniemy, gdzie nam się podoba. Warto jednak zwrócić uwagę na wspaniałe walory wizualne tego miejsca – turkusowa tafla wody mąconej falami, piaszczysta plaża i często piękne dziewczęta prezentujące swoje wdzięki. Kawałek dalej wieżowce wyrastające wysoko aż do nieba. Miejsce wspaniałe, każdy miłośnik piwa w plenerze będzie zachwycony.
(5.0/5) Atrakcyjność miejsca
(2.0/5) Aktywność policji
(4.5/5) Atmosfera panująca w danym miejscu
(4.5/5) Popularność
(2.0/5) Dostępność toalet
(3.6/5) Ogólna
Piwo
Stany Zjednoczone to kraj ogromny toteż i piw powinno być w bród. Okazuje się, że jest z tym różnie, bo popularne marki są bardzo niskiej jakości, a świetne mikrobrowary to fenomen raczej Zachodniego Wybrzeża. Najpopularniejsze marki piw w USA to Budweiser i Bud Light, ale żadnego z nich nie polecam. Jakie zamienniki? Kraj Wuja Sama to tygiel kulturowy, więc znajdziemy tutaj i piwa z całego świata. Chyba największym moim chicagowskim odkryciem była sieć sklepów Binny’s, gdzie półki uginały się pod naporem najróżniejszych marek z całego świata. Ach, to w Chicago po raz pierwszy spróbowałem piwa chorwackiego, nie było też problemu z dostaniem przysmaków polskich czy estońskich... Polecam szukać i eksperymentować.
A gdzie się zaopatrzyć przed wycieczką na plażę? Polecam sklep Treasure Island przy North Wells. Znajduje się on jakiś kilometr od plaży, ale jest w nim niezły wybór alkoholi (w tym importowanych).
Chicago położone jest nad Jeziorem Michigan – jednym z Wielkich Jezior, które swoją powierzchnią potrafią zawstydzić nie jedno morze. Nasza miejscówka to jedna z plaż, ale wzdłuż chicagowskiego wybrzeża znajdzie się ich wiele więcej.
O tym mieście można powiedzieć wiele dobrego, ale i kszta złego się znajdzie. Oczywiście powodów do zachwytu jest dużo więcej, więc może zmienię kolejność i zacznę od tego, co tutaj przytłacza i nie będą to wieżowce. Jak mówią Amerykanie jest to jedno z najbardziej depresyjnych miast w kraju. Na szczęście tylko późną jesienią i zimą kiedy wieje, pada, grzmi. Ma to też swój urok – nie bez powodu Chicago nazywane jest Wietrznym Miastem. Ponoć kiedy w wąwozach wieżowców wieje ponad ludzkie siły wiązane są liny, których chytają się przechodnie i „wspinają” do kolejnych punktów miasta. Ot, taka ciekawostka.
Co oprócz jeziora i wiatru? Na pewno zwracają uwagę wieżowce – najwyższy w USA Willis Tower (dawniej nazywana Sears Tower; 442 metry) oraz znany John Hancock Center (344 metry) – z których podziwiać można panoramę miasta. To ulice chicagowskiego Down Town pojawiły się w kadrach Batmana. Zostając przy filmie – tutaj również kręcony był Kevin sam w domu, czy Wicker Park (Apartament).
Będąc w Chicago warto odwiedzić miejscowe muzea – szczególnie Muzeum Sztuki, które kradnie długie godziny. Miasto jest również Mekką miłośników dobrej muzyki. Szczególnie latem odbywa się tutaj wiele koncertów, a samo miasto znane jest na całym świecie z bluesa.
Wietrzne Miasto to także dziesiątki parków. Najpiękniejsze i najlepiej zadbane są te położone w pobliżu centrum. Chyba każdy pamięta instalację „Cloud Gate” (popularną „fasolę”) w Millennium Park w samym centrum miasta. Miejscowi uwielbiają pomniki, instalacje i sztukę użytkową. Jest tego mnóstwo w całym mieście.
I na koniec – jak cały kraj, tak i Chicago to ogromna mieszanka etniczna. Po niegdyś drugim największym polskim mieście na świecie nadal pozostało kilkuset tysięcy krajan zamieszkujących Jackowo i kilka innych dzielnic. Krocząc biało-czerwonymi śladami warto wstąpić do restauracji Czerwone Jabłuszko (Red Apple Buffet; North Milwaukee Avenue) – za dyszke można zjeść tyle, że przez następną godzinę będziemy się toczyć. Gwarantuję! Nie tylko Amerykanie i Polacy, ale dziesiątki innych narodowości zamieszkuje miasto toteż i zjemy, i najpijemy się każdego (nie)ziemskiego smaku.
Stany Zjednoczone
Gdyby opisać Stany – wszystkie piękne miejsca, kontrasty, paradoksy – trzeba by wydrukować ze 3 opasłe tomy. Nie będę jednak aż tak się rozpisywał, bo jeszcze kilka wspaniałych miejsc zostanie opisanych w kolejnych notatkach. Wymienię tylko kilka moich ulubionych miast. Na Wschodnim Wybrzeżu kosmopolityczny Nowy Jork, bardzo europejski Boston, stolicę Waszyngton, pamiętne schody filadelfijskie oraz olimpijską Atlantę. Na wyluzowanym Zachodnim Wybrzeżu należy wspomnieć o absolutnym numerze „1” – San Francisco, Los Angeles, San Diego z pięknym Coronado, Sacramento oraz Seatlle pełne mikrobrowarów oferujących świetne piwo.
USA to również zapierająca dech w piersi przyroda – chociażby Wielki Kanion albo Yellowstone. A to tylko początek...