Piwo Naturalnie Myśl globalnie. Pij lokalnie.

13gru/110

Wysokyj Zamok

Jest kilka bardzo polskich miejsc poza granicami naszego pięknego kraju, w których warto wychylić piwko. Byliśmy już w Chicago, nadal czeka Wilno, a dziś odwiedzimy Lwów. W tym pięknym mieście napijemy się na szczycie wzgórza Wysoki Zamek (ukr. Висо́кий За́мок). Samo wzgórze góruje nad miastem (ma 398 m), jest gęsto porośnięte lasem i tylko czeka na wszystkich spragnionych turystycznych wrażeń i piwa.

 

Zamkowa, Piaskowa

Jak łatwo się domyślić na wzgórzu stał niegdyś zamek. Został wzniesiony jeszcze przez Kazimierza Wielkiego w połowie XIV wieku. Później losy tego miejsca różnie się toczyły – w połowie XVI wieku zamek zdobyli Kozacy, pół wieku później Szwedzi i twierdza popadła w ruinę. Zamek i wzgórze weszło w posiadanie miasta, a kamień i piasek sprzedawano jako budulec przez co nawet zmieniono nazwę tego wzniesienia na Górę Piaskową. Od 1998 roku wraz ze Starym Miastem wzgórze jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Dzisiaj na szczyt Wysokiego Zamku prowadzi setki schodów, a na samym ich końcu znajduje się platforma widokowa, na którą wlewają się kolejne fale turystów. Można stąd podziwiać nie tylko stare miasto, ale i kamienice otulające stare miasto oraz lwowskie blokowiska.

 

Ocena

Miejsce przyciąga widokiem. Lwów jest niezwykle piękny bez względu na to skąd się go ogląda – z poziomu ulicy, z wieży ratuszowej czy ze wzgórza. To piękno oznacza również zbytnią popularność tego miejsca wśród turystów i mieszkańców miasta. Nie przeszkadza to jednak w spożyciu, bo nikomu nie wadzi otwarta butelka piwa. Liczba schodów również skutecznie odstrasza policjantów (a wbrew polskiej opinii lubią dawać mandaty za picie alkoholu w miejscach publicznych). Minus to toalety – trzeba zejść kawałek niżej. Ogólna ocena wypada jednak bardzo pozytywnie.

(5.0/5) Atrakcyjność miejsca

(4.5/5) Aktywność policji

(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu

(4.0/5) Popularność

(3.0/5) Dostępność toalet

(4.1/5) Ogólna

 

Piwo

Ukraina to kraj wspaniały – wybór alkoholu jest ogromny, a przy tym trunki są bardzo tanie – szczególnie wódka. Tę można kupić za 10 zł… i to nie byle co tylko wyższa półka.

W przypadku piwa to Ukraina również i tutaj nie ma czego się wstydzić, W wielu polskich barach dostępny jest np. Obolon – w różnych wariantach smakowych. My oczywiście pijemy lokalnie. We Lwowie rządzi Lwowskie, również dostępne w różnych wersjach. Osobiście preferuję piwo klasyczne – jasne. Fani pszenicznego czy ciemnego znajdą coś dla siebie. Ceny piwa to ok. 4-6 hrywien, a więc 1,5-2 zł za butelkę. Ciekawostką jest, że w wielu barach można znaleźć piwo tańsze niż na półkach sklepowych.

 

 

Lwów

Lwów ma wiele twarzy i każdy gość w mieści zapewne pozna inną historię miasta. Ukraińcy często narzekają, że Polacy przyjeżdżają odwiedzić przede wszystkim Cmentarz Orląt Lwowskich i rozpamiętywać przeszłość. Oprócz cmentarza Lwów to również Stare Miasto i cała historia wokół niego. Tutejsza Starówka bardzo przypomina tę krakowską. Wokół niej to już pełen dziki wschód – dziurawe drogi, szaleńczy ruch na drogach, pozostałości starych reklam i sowieckiej myśli. Ale wróćmy na Stare Miasto. Co tu warto zobaczyć? Ratusz i Rynek z licznymi kamienicami – w tym bardzo znaną czarną, dziedziniec włoski, liczne kościoły różnych wyznań. W kamienicach mieszczą się bardzo ciekawe bary, które również są nie lada atrakcją – warto tutaj wspomnieć tajny bar, do którego chyba każdy wie jak wejść, Dom Baśni czy bar Dzigi Wiertowa. Nieco dalej jest piękny budynek opery wzniesiony w miejscu, gdzie wcześniej płynęła rzeczka.

 

Ukraina

A żebym to ja wiedział… Najlepiej byłoby napisać, że jak się przejdę, pozwiedzam to opowiem, ale może chociaż krótko wypiszę atrakcję Ukrainy. Mickiewicz zachwycał się Krymem i stepami. Stepów pozostało już niewiele (zaledwie ok. 4% powierzchni kraju), są tu góry – Karpaty, piękne wybrzeże, niziny, lasy, rzeki i jeziora. Są starsze i nowsze miasta. Są wsie, różne kultury i religie. Słowem, dwoma – trzeba jechać!

Zakres tematyczny: Lwów Brak komentarzy
6lis/110

Szabadság hid

Po dwóch przystankach w Polsce (w Warszawie i Krakowie) jedziemy w świat. Do bratanków – do Węgrów. W naddunajskiej stolicy tego kraju jest miejsce niezwykłe – Szabadság hid. Co to? A no most, po polsku Most Wolności.

Most łączy dwa brzegi rzeki, niegdyś niezależne miasta – Budę i Pest. Od strony wschodniej most zaczyna się na placu Fővám a od zachodniej pl. Św. Gallerta. Między tymi dwoma placami znajdują się trzy przęsła kratownicowego mostu. Most jest ma zielony skorodowany kolor. Na szczytach pylonów przesiadują mityczne węgierskie Turule. Dodam jeszcze tylko, że most został zbudowany pod koniec XIX w. Czas na ciekawostki… Most nazywany jest przez Węgrów mostem samobójców. Prawda, że fascynujące?

 

T-okaj

Jak tutaj się pije? Miło. Most jest ładnie podświetlony, zdobiony i znajduje się we wspaniałym miejscu. Jest piękny widok na oba brzegi Dunajuzamek, katedrę, rzędy kamienic. Swobodnie można usiąść na niższych partiach kratownicy toteż jest to popularne miejsce na wieczorną degustację piwa czy nawet wina. Przychodzą tu miejscowi, przychodzą też turyści. Warto wybrać się tutaj już pierwszego wieczoru w Budapeszcie jest to jedno z takich miejsc, które nadaje miejscu charakteru.

 

Ocena

Miejsce jest umiarkowanie popularne, co z jednej strony znaczy, że policja raczej tu nie przeszkadza, a z drugiej, że i miejsca starczy na przęsłach. Z toaletą tutaj będzie problem. Jest bodajże BurgerKing przy placu Fővám, można też kawałek podejść między drzewka rosnące wzdłuż rzeki. Miejsce bardzo zacne.

 

(5.0/5) Atrakcyjność miejsca

(4.5/5) Aktywność policji

(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu

(4.5/5) Popularność

(3.5/5) Dostępność toalet

(4.3/5) Ogólna

 

Piwo

Węgrzy nie tylko Tokajem, ale i piwem się upijają! Dwie najpopularniejsze marki piwa to Dreher i Arany Ászok. Moje kubki smakowe mówią, że oba smakują bardzo podobnie. Mają lekki, orzeźwiający smak, a więc w sam raz na lato. Na Węgrzech jest też sporo „niemieckojęzycznych” piw – historia i klientela zapewne wymusiła taki wygląd półek sklepowych. Polecam jednak pozostanie przy lokalnych trunkach.

 

 

Budapeszt

Buda, Pest, Óbuda – to wszystko razem tworzy Budapeszt. Miasto niegdyś konkurujące z Wiedniem o pierwszeństwo w kategorii piękna i majestatyczności w imperium cesarsko-królewskim jest dziś perłą nie tylko Węgier, ale i całej Europy. Historia miasta sięga czasów rzymskich, a więc Budapeszt ma czym się pochwalić.

Najpopularniejsze widoki ze stolicy Węgier to górujący nad miastem Zamek Królewski, wieczorami podświetlony. Gmach parlamentu węgierskiego. Liczne mosty przerzucone nad Dunajem. I oczywiście wspaniałe Stare Miasto i Aleja Andrássyego. Pod tymi hasłami kryją się również wspaniałe, majestatyczne budynki – m.in. Opera Narodowa, Muzeum Etnograficzne, Łaźnie Széchenyiego, Plac Bohaterów, Katedra św. Stefana i wiele, wiele innych. Budapeszt jest tak ogromnym źródłem przeróżnych zachwytów i wzruszeń, że najlepiej się tam wybrać. Kropka. Więcej już nie napiszę.

 

Węgry

Węgry to kraj troszkę schizofreniczny. Spójrzmy na mapę i spytajmy o granice Węgrów. Albo lepiej – przejdźmy się ulicą. Są mapy, liczne, ale jakieś przyduże, jakby nabrzmiałe. Wielkie Węgry. Oto odpowiedź. Dodajmy do tego język i kulturę, która jest jak wyspa na morzu słowiańszczyzny. No i niemczyzny i romańszczyzny. Węgrów zawsze trudno mi zrozumieć. A oni tego nie ułatwiają. Dobrze, koniec dywagacji.

Oprócz Budapesztu Węgry to również Balaton, Tokaj, Gulasz, Polak-Węgier-dwa-bratanki i kilka mieścinek. Mówią, że jeśli nad Balaton to do Balatonlele, ja natomiast polecam Siófok ze wspaniałym Hotelem Szabadi 3*. A Tokaja to i w Polsce można się napić. No może ciut zleżałego.

Zakres tematyczny: Budapeszt, Węgry Brak komentarzy
13wrz/110

Wieża widokowa

A dzisiaj będzie pełen naturalizm. Jedziemy do pięknego Tykocina, miasteczka położonego pomiędzy dwoma pięknymi parkami narodowymi – Narwiańskim i Biebrzańskim. A piwo będziemy pić na wieży widokowej postawionej na starorzeczu, z której rozciąga się widok na okoliczne łąki, dolinę Narwi, zamek i miasto Tykocin.

 

Hop na wieżę!

Wieża ustawiona jest na starorzeczu Narwi. Rzeka ta dobrze znana jest w ornitologicznym półświatku, a cała dolina dzięki „pokrętności” – meandrom, starorzeczom, rozlewiskom i bagnom znana często występuje pod pseudonimem „Polskiej Amazonii”. Widok, więc piękny, ale jak tu dotrzeć?

Wieża stoi niedaleko mostu łączącego Tykocin z zzarzeczem. Tuż za przeprawą należy skręcić w niewielką dróżkę w prawo i przejść jakieś 200-300 metrów. Wieża wysoka jest na kilka metrów, więc szczególnie z lornetką zobaczymy tu wiele. Jest też daszek, więc bez względu na pogodę wypijemy tutaj piwo. Pełna kultura.

 

Ocena

Tykocin jest małym, uroczym miasteczkiem, a małe, urocze miasteczka mają to do siebie, że policji nie ma tu wiele, a jak jest to i często przymknie oko na piwko w parku, czy rynku. Tak jest też i tutaj – w zasadzie to można się tutaj wszędzie napić, o wieży nie wspominając. W okolicach naszego „obserwatorium” niewielu ludzi się przewija, jest łąka, są wysokie trawy, są krzewy, są drzewa, więc możemy zaopatrzyć się w większy zapas piwa, bez torturowania pęcherza. Atmosfera i popularność na 3 i 4, bo tego tutaj praktycznie brak, ale cenić należy też sielskość-anielskość. Ogólna ocena bardzo przyzwoita.

 

(5.0/5) Atrakcyjność miejsca

(5.0/5) Aktywność policji

(4.0/5) Atmosfera panująca w danym miejscu

(3.0/5) Popularność

(5.0/5) Dostępność toalet

(4.4/5) Ogólna

 

 

Piwo

Byłoby słodko, czy może raczej goryczkowo, gdyby Tykocin posiadał swój browar. Jest tutaj przecież ulica Browarna! Ta jednak jest najprawdopobniej hołdem złożonym dawnemu browarowi (dziś to już tylko ruiny) w Jeżewie Starym. Browar ten należał w XIX wieku do Zygmunta Glogera. Ciekawskich odsyłam do „wszechnicy internetowej”, tj. Google, gdzie po wpisaniu odpowiednich haseł wyskoczy spora dawka wiedzy.

Skoro lokalne piwo legło w gruzach nie pozostaje nic innego, jak odesłać do innych okolicznych browarów. Z Białegostoku pochodzi klasyk – „Żubr” (potem smaku z dzieciństwa, czyli Dojlidy Classic), a z Łomży – „Łomża” (bardzo oryginalnie, jak to w Łomży). Z racji patriotyzmu regionalnego polecam to pierwsze piwo, ale i „Łomża” jest nizła i dostępna w kilku wersjach (od tzw. „granata” po intensywnie reklamowane marki „Eksport” i „Niepasteryzowane”).

 

 

Tykocin

Tykocin czy Tiktin można by spytać. Miasteczko liczy niespełna 2 tys. mieszkańców, ale swoim urokiem przebija niejedną metropolię. Tykocin to miejscowość zamieszkała niegdyś w większości przez społeczność żydowską. Pozostało po niej zabytki – Wielka Synagoga z Domem Talmudycznym i zabudowaniami podejrzewam technicznymi, kirkut oraz chaty. Dzisiaj tę kulturę można poznać odwiedzając wymienione zabytki, ucząc się z ekspozycji muzealnych czy obserwując inscenizacje.

Ulicą Złotą (mijając Stary Rynek) przejdziemy z Wielkiej Synagogi do Placu hetmana Stefana Czarnieckiego i kościoła Św. Trójcy. Wokół placu stoją również charakterystyczne jednopiętrowe białe chaty kryte czerwoną dachówką. Mieszczą się w nich różne instytucje gminne (np. biblioteka), a tuż za nimi płynie Narew. Warto również wyjść poza „centrum” by zobaczyć kościół Bernardynów, stare chaty i podlaskie życie wiejskie, które czasem wygląda na zakonserwowane przed kilkoma dekadami.

W Tykocinie, za rzeką, przed kilku laty odbudowany został zamek. Warto dodać, że to jeden z nielicznych tego typu obiektów na Podlasiu – po reszcie zostały albo ruiny, albo już tylko „Góry Zamkowe”. Twierdza została wzniesiona przez Zygmunta II Augusta (a więc z XVI wieku), ale wcześniej istniała tutaj twierdza Gasztołdów.

Ciekawostką jest bardzo liczna tutaj populacja bocianów dzięki której Tykocin nosi miano „Europejskiej Wioski Bocianiej”.

 

Polska

No co ja będę Wam tłumaczył? Sami wiecie jak jest. Trochę może o Podlasiu. W stolicy Białymstoku zachwyca Pałac Branickich (mieści się w nim obecnie Uniwersytet Medyczny), Ratusz, Katedra NMP, ale również kilka ulic w centrum (Rynek Kościuszki, Kilińskiego, Lipowa, Warszawska), kilka kościołów (św. Rocha, cerkiew św. Mikołaja), pałacyki pofabrykanckie i pewne pozostałości po kulturze żydowskiej, która stanowiła tutaj przed wojną żywioł dominujący. Warto również odwiedzić Supraśl, Choroszcz, Orlę, Krynki, Białowieżę, Bohoniki i Kruszyniany, Drohicznyn i Ciechanowiec.

Dwie ciekawostki. Białystok zupełnie jak Rzym położony jest na siedmiu wzgórzach. Wspomniałem powyżej również o kulturze żydowskiej. Z Białegostoku pochodził Ludwik Zamenhof – twórca języka esperanto. Jak to się stało, że białostoczanin stowrzył nowy język? Lata temu mieszkali tutaj obok sibie Polacy, Żydzi, Niemcy, Rosjanie, Białorusini i jeszcze kilka nacji, a Ludwiczek na targ biegać musiał to i smykałkę do języków miał.

Zakres tematyczny: Tykocin Brak komentarzy